• Imię: Nazwisko:
  • Wiek: --l.Miejscowość:
  • Płeć: 0Gadu-Gadu:
  • Z nami od: 2015-12-09 07:33:08 Dodał wierszy: 0
  • O sobie:
  • Wiadomość: napisz Zgłoś: zgłoś
 

Oceń użytkownika

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


deszczowa melancholia ...

siedzę skąpany w myślach uśpionych, za oknem kropla rytm wystukuje,
rynna w rdzę dawno przyozdobiona na swym ażurze nutę rysuje,
szklanka zbrudzona fusami z kawy, oddaje resztki jej aromatu
i tak w tym trio wzrokiem zamglonym, przyglądam niemo się temu światu

który przeciwnie niż moje myśli, biegnie do przodu jak wiatr szalony
w ukladzie zwatry, prężny, stabilny, podrasowany, w sile scalony,
lecz chociaż siedzę na jego grzbiecie, to jest to gnanie w przódy nieznane,
niosące w szczelnie zwartym ukrycu pytania, nigdy niezadawane

lub zadawane ponad swą miarę, pytanie tylko, po co to komu
z czasem z każdego mostu na ziemi, zostanie tylko mała garść złomu,
więc może lepiej doleją kawy, nurzając zmysły w ciepłym bukiecie
i powędruję po dróżkach krętych, w czasie mi znanym i przeszłym świecie

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 14 godzin temu

deszczowe lato ...

dżdżystość matowa beton liżąca tworząca kręgi niedokończone
tkana kroplami mokrej materii którą wiatr niesie w nieznaną stronę
marazm cieknący strugą sunący wykołysany z nieba obłoki
a jego tafla tworzy parawan, w którym odbija się postać sroki

świat w rozmytości pluszczość opadu przednia zabawa z wiotką zadumą
rytm głośnocichy i szeptoszmerzy ploteczki płytkie kuma wraz z kumą
których tematy w jedność się zlały w szklistą chłodnawą nijakoszarą
gładzącą gonty dziurawych dachów lazur gryzącą burą kotarą.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 15 godzin temu

nadrealność ...

Ach jakże pyszny w słowach poeto
chcesz sławić w rytmach dzieło stworzenia
które pod wpływem czasoprzestrzeni
w ułomnych zmysłach obrazy zmienia

pięknym twe dzieło mała istoto
lecz jakże wiotkie,ulotnie kruche
jak fale siłą sztormów niesione
lecz choć w szumności zwarte, są głuche...

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 10.07.2018, 08:08

W szczawnickich obrazach ukryte...

Cóż za dziwność miękkopucha las otula,
łan zielony w swych odcieniach niezbadany
w którym wietrzność niby niania dzikość lula
echo niesie repertuar przegadany

Cóż za wiotka niepojętość śpiewnej strugi
która z ciałem innej wartko się przeplata
gdzie ich szumy roztańczone w rytm szarugi
w słońcu rybitw krzyk jednością wodną splata

cóż nadprzyrodzoność Panie dałeś oku
czymże ucho na przywilej zasłużyło
by w ciszości zakamarki się wtopiło

od świtania aż po ciemne dłonie mroku
dając zmysłom w tej ambrozji ukojenie
i rozkoszność zasłuchaną w myśli drżenie

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 10.07.2018, 07:21


anafora rozstaniowa...

Nie odganiaj mnie od siebie, jakbym zwykłą muchą była
nie odganiaj, gdyż uczucia właśnie iskrę podsyciłam
nie odganiaj proszę wierz mi zdradę przełknę chociaż boli
przecież zjadłam z Tobą wespół antał po brzeg pełen soli

dałam siebie całą w darze, świat do kąta odstawiłam
dałam siebie, gdyż w uczucia siłę wielką zawierzyłam
dałam siebie całą Tobie, ciało duszę myśli wszelkie
czy nie widzisz jak uczucie moje silne jest i wielkie

jednak idziesz, bez nadziei zabierając palto szare
jednak idziesz, czy to jawą, czy dam Twemu wyjściu wiarę
jednak idziesz i nie zerkasz nawet kątem w moją stronę
ja poczekam, bo wciąż u mnie świeci światło się zielone

jestem sama pusty pokój, lampa ciemność rozjaśniła
jestem sama od niechcenia klucz podwójnie przekręciłam
jestem sama z kubkiem mleka, które właśnie się wylało
niech mnie teraz nikt nie pyta co się dalej będzie działo

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 05.07.2018, 18:42

tacy sami#

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 04.07.2018, 21:44

oni są inni ...(sonet)

nie jestem platanem kory swej nie zmienię maskę mam
na straży przekonań w których jest gram prawdy zawsze trwam
chociaż twardziel ze mnie w skorupie ukryty miotam się
ale koniec końców i w sumie ogółem nie jest źle

wszędzie gdzie nas nie ma ludzie lepiej żyją złota w bród
lecz melodia serca płynie w takich samych taktach nut
i gdy gorycz przełknać przyjdzie im życiową ronią łzy
i po ciężkiej pracy w tyradzie i znoju śnią swe sny

tak samo się rodzą umierają w bólu niosą krzyż
kiedy lęk ich dusi kulą się jak mała w kącie mysz
skaczą w gardziel wrogą i łamią zasady tkają bicz

i z umysłów chociaż ludzmi są zrodzeni bucha dzicz
jakby w ogniu wykuł ich nienawiść aby zgładzić byt
jednak tu gdzie jestem wolę już pozostać wzmocnię chwyt

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 04.07.2018, 15:55

piekło ...

piekło z widokiem na mgłę nadziei, na lepsze kiedyś w nieznanym czasie,
piekło owiane brudem istnienia w całej swej siłe i pełnej krasie
piekło byt szary w pędzie i krzyku, w ciszy, cierpieniu, łzach oraz smutku
piekło gdzie wszysto piękne w mig znika, a brzydkie sączy się powolutku

piekło gdzie diabeł mówi dobranoc, piekło gdzie życie tańsze od złota
piekło gdzie chaos i grawność pusta, z głupotą w jednym tyglu się miota
piekło niewiedzy i bezrozumu, radami mędrców wybrukowane
piekło na ziemi ludziom stworzone i przez ludzką zawiść ludziom wręczane.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 02.07.2018, 23:00

na zielonym balu ...

jestem w parku, cisza gładzi moje ucho, lekki szum z powiewem w parze się kłaniają,
zaraz zacznę tańczyć walca na parkiecie, który trawy w darń soczystą układają;
płynę z każdym w wolnych taktach miękkim krokiem, bosa stopa zieloności ich dotyka,
Świsty wiatru w pięcioliniach drzew złożone, wraz z trelami ptasich arii to muzyka.

teraz stoję, czekam taktów bardziej szumnych, drzewa grzywy niby konie podrzucają,
łany szumią, choć je widać w kącie sali, ale niby na trójkącie dźwięk podają,
gdyż wirtuoz tam solówkę swą dopieszcza, aby z wiatrem posłać nuty w moją stronę,
a jak pióra wiatru zgubią je po drodze, będą echem delikatnie nastrojone.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 02.07.2018, 19:06


na bujaku ...

a ja wierzę w to, że kiedyś będzie lepiej,
chociaż dzisiaj dach przecieka połatany,
a pod stołem słychać piski cienia lampy,
który wsunął się pod tynk obdartej ściany,

pewnie krzyczy, że mu tamten gniecie głowę
albo siedzi mu na twarzy poskręcany
i prostuje się przy każdym odchyleniu,
kiedy bujak przez wiatr lekko jest trącany.

A ja wierzę, że się jeszcze poukłada,
regał miejsce już na półce swej szykuje,
choć mózg myśli po nawijał w ciasny kłębek
i pokłady pozytywem numeruje

i weranda także drzwi swe otworzyła,
aby wszystkie złe wspomnienia zabrał wiatr
oby było zdrowie, szczęście oraz radość,
w których każdy dzień jak żart, jest tymfa wart.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 02.07.2018, 16:05

imieniny ...

posprzątałam stół nikt nie zjadł pomarańczy
z tortu tylko garstka masy pozostała
na ceracie dziura wielkość podwoiła
jej powierzchnia była całkiem wypłowiała

róże wodę wychłeptały aż po kostki
prezent schował się w pudełku na dnie szafy
ludzie czasem żyją po to by popełniać
po raz enty znane wszystkim w formie gafy

dym wyleciał, smród pozostał w popielniczce
płyta zżęzi przy Sinatrze poraniona
a ja siedzę na dywanie z pustą szklanką
w spokojności własnych ramion utulona

i przyglądam się ułudzie z naiwnością
które jeszcze sączą zimną resztki kawy
jaki świat mój jest nijaki w swoim bycie
i jak bardzo w butach własnych jest kulawy

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 02.07.2018, 09:08

mój świecie ...

zakochałam się mój swiecie w twej urodzie
zadużyłam barwie nieba woni kwiatu
i zauroczyłam w zwiewnej powiewności,
kiedy wiatr świstami z swojej drogi szmatu

szumiał ciepłe opowieści z górskich szczytów
z dolin w dywan majem suto łąk pokrytych
z fal w wichurach roztrzepanych w gęstej bieli,
pianą morską niby w szalach swych spowitych

rozkochałeś mnie mój świecie bez pamięci
już nie zdołasz zmienić uczuć w błogiej duszy
a na samą myś się łza w mym oku kręci
że odsunąć mógłbyś bożka z bełtem w kuszy

lepiej zapal, bo już pora na to dobra
gwiezdne punkty i daj tobą się nacieszyć
gdyż ma miłośc tak do ciebie jest nadobna
i nie można w ludzki sposób z tobą zgrzeszyć

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 30.06.2018, 23:37

uśmiechać się??

czy w ogóle ja w grze jakiejś uczestniczę,
jaki poziom mam w szeregach zaliczony,
pewnie gra się w ciągu swoim dalej snuje,
a ja jestem z niej już dawno wykluczony
albo co by pewnie było wielką szansą,
wciąż na rezerwowych ławce przyczajony,
obserwuję w charakterze zamiennika,
jak do gardeł po łup skaczą sobie wrony

siedzę z boku w ciemnym kącie wraz z mym stróżem
i patrzymy na to dzieło doskonałe,
gdzie wiatr już nie musi męczyć się w tyradzie,
maszynami mu rozwalą jego skałę,
gdzie się zło przelewa na zasadzie naczyń,
które szczelnie są ze sobą połączone
i marzenia garstki pionów malowanych,
przez los ślepy na pniu każde są spełnione

siedzę, patrze, myśli krążą pod czupryną,
która z wiekiem jak na zwierzu wyliniała,
gdzie to dobro, które dano na początku,
gdzie się miłość wraz z przyjaźnią zapodziała
i w tej samej chwili zobaczyłem oczy,
uśmiechnąłem się, gdyż ktoś zza rogu zerkał,
lecz dość szybko zrozumiałem, ze on podniósł,
kawałeczki rozbitego w łzach lusterka

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 30.06.2018, 10:14

z sylab nie wykrzesze ...

jak opisać to co słyszę jak ogarnąć
nie wypowie głosem ludzkim zadna głoska
jak wieczorem w dźwiękach cała jest spowita
na w pół sennym utuleniu moja wioska

jak opisać co wzrok bada swym dotykiem
gdy wierzbowa się czupryna nurza w wodzie
a zapachy przeplatają pióra wiatru
który snuje się wraz z nimi po ogrodzie

jak przedstawić w rymie nawet dosyć prostym
aromaty śpiewy trele oraz świsty
jak pokazać namacalnie urok który
moje zmysły czują jako jedwabisty

pełen ciepła i powabu świat natury
który daje spokój ducha i nadzieje
ze to czego dotykamy okiem słuchem
w mgnieniu pyłem się w nicości nie rozwieje

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 29.06.2018, 23:13

planiści ...

pod parasolem z słonecznych blasków snujemy nasze plany życiowe
czasem dziergamy je godzinami, czasem los wręczy całkiem gotowe
głowy spuchnięte w dłoniach chowamy lub popijamy spokojnie drinka
w żałości pianę gęstą toczymy, to znów w słodkości leci nam ślinka

i zawsze przy tym na głos błagamy albo szeptamy o wspomożenie
Tego co daje w dozach nieznanych radość i siłę, żal i cierpienie
czekając, aby prośby o przyszłość zaplanowaną nam się spełniły
nawet gdy cudu oczekujemy, że z prochu scalą się w jedność bryły

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 28.06.2018, 22:55

płomień...

iskra wraz z knotem oto rodzice płomień przejrzysty
jasny powabny w materii gładki wręcz jedwabisty
jednak w momencie zmienia swą formę gwałtownie skacze
kuli się więdnie i w niby łzawej pozycji płacze

a wtedy pozą swą przypomina łzę deszczu szklaną
w zółtawą szatę z lekką poświatą miękko odzianą
wtula się w siebie gdzie wewnątrz czeka serce zwęglone
i krzyczy niemym cipła odbiciem Patrzcie ja płonę

żyje wirując tańcem swym zwiewnym wciąż opowiada
rzuca cień z światłem jako biczami w takt manewruje
swoją historię jasnością ciepła na wosku składa

i ruchem węża po jego tafli z wolna się snuje
aby w podmuchu z ust przemęczonych pokaz zakończyć
i zasnąć w ciszy świecy spowitej w nocnej opończy

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 26.06.2018, 23:17

... jaskółczy wieczór

dzień ku końcowi swemu się skrada, lecz jeszcze siada z nami na ławce
i obserwuje w szarosci cienia jak niebo gładzą zwiewne latawce,
które szykują ucztę z owadów dla pociech w gniazdach nań czekających;
wieczór nadchodzi, czas snu już bliski, lecz jeszcze promień jasność swą sączy

nietoperz skrzydła z wolna rozkłada; wartę rozpocznie przy wrotach zmroku
i sen się kładzie w cichych podchodach, w kącie powieki w znużonym oku;
dzień gasi światło słonecznej gwiazdy, gdyż księżyc woła go już z oddali,
płynąc na łodzi Morfeuszowej na senno-srebrnej gwieździstej fali.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 25.06.2018, 21:45

... pod cudzym nickiem

internetowe dzieci złej mamony,
gdzie każdy wzorem dobra i zła w grupie,
gdzie łzy wraz z śmiechem mieszają się w kupie
i rozdziobują ofiarę jak wrony

banały oraz prawda jak szkło czysta
fałsz przeplatany z uczuć milionami
gdzie się panowie witają w chamami
oraz pogoda słoneczna i dzdżysta

biczuje myśli światłści batami
i płucze deszczem zabrudzone usta
choć każda mowa w swej wymowie pusta

a wdzięczność ludzka siedzi za kratami
pełna nadziei w drugiego człowieka
który na jej łączach z naiwnością czeka

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 24.06.2018, 16:20

skatalogowani ...

czy w walce z losem jesteśmy bezradni,
jako banici z miast własnych wygnani
i jak te myszy lęk będziemy czuli,
przed jutra okiem pod miotłą schowani

czy nie ma rady, na zapis gotowy,
a może czcionka piachem jest spisana,
tym którym postać każdego człowieka,
jako nić w sieci przez los jest wciąż tkana

nadziejo, matko głupich i naiwnych,
wiaro, pogodo dobrotlwa ducha,
być może Stwórca jest tak miłosierny
i prośby nasze sporadycznie słucha

i zmienia czasem, co wcześniej zapisał
lub tak kieruje, aby nie bolało,
kiedy by nici na dziur załatanie,
na jego szydle już nie wystarczało.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 24.06.2018, 15:59

dawniej chciałbym płynąć dziś bród mi wystarcza
źródło marzeń z czasem stopniowo wysycha
za młodu się snuje plany z lampką wina, na starość wystarczy skromna chatka cicha

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 24.06.2018, 10:08

... kłębek marzeń

Brodzę po kolana w rzece moich pragnień,
dawniej szyja z głową w falach się nużała,
dzisiaj woda z wolna gładzi swe kamienie
i często nad taflą czoło suszy skała.

Dawniej chciałbym płynąć, dziś wystarczą kroki,
źródło marzeń z czasem powoli wysycha,
za młodu się snuje plany z słodką kawą,
na starość wystarczy gorzka lura licha.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 22.06.2018, 21:37

los ...

Losie z wypalonym piecem wędrujący
i ty, który jeszcze oddychasz miechami,
ty który brutalność niesiesz w realności
i ty, który biegniesz sennymi drogami

każdy z was tak inny, jak koloryt włosów,
naturalnie piękny lub przefarbowany,
jeden czarnobiały, pełen ciemnych kątów,
drugi barwną tęczą po czubek zawiany

wleczesz się lub biegniesz w kartach zapisany,
które nosisz w własnym tobołku ukryte,
pełnych chwil radosnych, szczęścia i pogody,
lecz także te w kropli deszczowej rozmyte

losie, ludzka dolo, bytności nieznana,
z garbem oraz krzyżem na plecach idący
pracę swą zaczynasz w momencie narodzin
i gaśniesz, gdy strużka życia się przesączy

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 22.06.2018, 20:52

... z dekalogiem pod pachą

nie chcę żałować minut minionych
na niemych filmach godzin spędzonych
dni szaroburych pełnych zadumy
lat przez otwory sit przepuszczonych

nie chcę rozdrabniać miazgi na papkę
szukać w głębinach dna podwójnego
trzeba się cieszyć tym tu i teraz
smakować okruch tła powszedniego

bujać w obłokach marzeń w tych chwilach
które relaksem każdy nazywa
i ścierać wartko łzawy potoczek
kiedy policzkiem leniwie spływa

lecz przede wszystkim dawać się całym
by nie zarzucić sobie niczego
i aby inni nie mieli podstaw
splunąć w kierunku naszego ego

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 22.06.2018, 15:07

...lecz, że gabaryty obszerne posiada,

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 21.06.2018, 23:52

...dym z fajki jej tiulem, matową zasłoną

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 21.06.2018, 23:50

... w smaku kawy i cybucha

Pod nosem woń kawy nęci wąską struzką,
jak turczynka w tańcu biodrami wygina,
opada, by z wolna brzegiem filizanki
na palcach w piruecie do góry się wspinać

dym z fajki jej tiulem, zasłonką i murem,
peniuarem zwiewnym wraz z nią tańcującym
lecz, że gabaryty zbyt cięzkie posiada,
toteż swoje tany, dość pośpiesznie kończy

w ten balet roskoszny wprowadzam wzrok pusty
ona wciaż wiruje i skacze na boki
dym łapie w powietrzu jako rąbek chusty

i swobodnie płynac stawia mgliste kroki
gdyż wasy zanuzam w rozkosznym napoju
i studzę ciepłotę serca tego zdroju

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 21.06.2018, 21:26

... a mówią, że nie sieją...chyba kłamią:))

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 14.05.2018, 15:44

Dziękuję za jedynkę ale ja Ci nie postawię
Zawsze stawiałem i teraz też postawię 5 ,nawet
gdy wiersz jest do bank:-)*****

Autor: Zbynio518 Zgłoś Dodany: 20.01.2016 13:25

To żeby mi nikt gołosłowia nie zarzucił
Wpis jest na profilu apinianskiej a to jedno
Z jej wcieleń zamieszczę jeszcze listę kont
Z których gnębiła i gnębi piszące ZERA na tym
Portalu, wszystkim którym każe się pocałować
Gdzie to wiadomo...
Od siebie prywarnie dodam poradę...
Skoro edukacja z E-7 wypływa
I o balu mrzonki więc wyuzdany dewiancie
Może ty zdejmij kieckę, choć częściej występujesz
W wymiętych portkach i przebierz się
Za akumulator, wleź do garażu i niech
cie ładują aż elektrolit wykipi !!!
Za grosz w tobie kobiety
Sadyzm hitlerowskich oprawców
Z obozów zagłady kipi z ciebie
Masz śmierć na rękach
żyj z tym piętnem jeśli potrafisz
I dokończ dzieła na moim profilu
Oby cie to unicestwiło
A miana OPRAWCY się nie pozbędziesz nigdy..

M O R D E R C A !!!!
O P R A W C A !!!
Z W Y R O D N I A L E C !!!
TYM jesteś POMIOCIE SZATAŃSKI..

SZATAŃSKI POMIOCIE CZEGO TU
SZUKASZ OPRAWCO O NAZISTOWSKICH
CIĄGOTACH MAŁO SZKÓD NAROBIŁAŚ
ZBOCZONA ISTOTO, JESTEŚ OPRAWCĄ
MASZ NA RĘKACH ŚMIERĆ ŚP ZBYNIA518
WSZYSCY GO KOCHALI A tY NAWET JEGO
gnębiłaś JEDYNKAMI, WYŚMIEWASZ CHORYCH
INWALIDÓW, WYŚMIEWASZ WSZYSTKICH
BO TO SAME ZERA, KIGO szukasz WŚRÓD ZER !?
GRAFOMANKO NARCYSTYCZNY SNOBIE
andrzeju z franciszkiem NAWYKI GUBIĄ
NIE masz GODNOŚCI, AMBICJI NI CZŁOWIECZEŃSTWA, NARCYZM I WYGÓROWANE
MNIEMANIE ZABIŁY JE W tobie
ZWYRODNIALCZE MARNIE SIĘ upodliłaś
jesteś OWYM ZEREM BEZCZELNA ZAKŁAMANA
DEWIANTKA ASPOŁECZNA, W ŻYCIU
NIE ODZYSKASZ MIANA I GODNOŚCI
królujesz NA TRONIE MIEJSKIEJ LATRYNY
TO twoje MIEJSCE, możesz SIEDZĄC NA NIM
POPISAĆ PALUSZKIEM PO ŚCIANIE
JESTEM WIELKA, A CZYM TO SIĘ domyśl...
Zdusi siłę buty ?, buty se załóż
I sp...laj stąd prosto do szamba HEJ !..

= w źdźbłach ukryty=

Płyną poszarpaną falą, szumią ciszą melodyjnie
Gładzą błękit i trącają, swoje ciała fantazyjnie
Łapią w nie poradne dłonie, powiew wiatru roztrzepany
Mkną przed siebie, zawracają, w gabarytach suchej piany

A wiatr skacze po ich strzępach, jedzie konno niepodkuty
Kto uciszy jego harce, zdusi siłę wietrznej buty
Nikt, bo uciekł, gdy usłyszał, że go w dyby zakuć chcieli
Więc pokornie siadł na darni i jej fale gładko ścieli.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 26.04.2018, 19:46

zoleander

Żal uczepiony
sukni kobiecej
jak cień zmęczony
za nią się wlecze

i jej oblicze
grymasem kąsa
więc znów jest smutna
znowu się dąsa

............................................................
...więc niech tą suknie z żalem, bez żalu,
ściągnie i stanie naga na balu,
wtedy przestanie całkiem się dąsać,
bo każdy facet zechce ją kąsać

i grymas zejdzie prędko z jej twarzy,
gdyż większość kobiet w snach o tym marzy...

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 26.04.2018, 19:17

= roztoka ryterska =

...pognajcie myśli moje, nad te bujne łąki
zanurzcie stopy w wodach ruczaju pod gajem
gdzie ważka loty ćwiczy nad przyleśnym skrajem
i skrzydła z rosy suszą maleńkie biedronki

usiądźcie w bujnej trawie, tuż nad nurtuem wody
wsłuchajcie się w ich szumność, opłuczcie twarz z drogi
wyrzućcie zdarte buty, połamcie ostrogi
doceńcie mchu miękkości, dar jego ochłody

i dotykajcie nieba, chmur niemych w zachwycie
nad krajobrazem który zmysłem okalacie
i zapisujcie w plisach sukien co widzicie

gdyż edenności ziemi zaszczyt poznać macie
ryterskiej zieloności w powabie przedświtu
odzianej w szal pajęczyn leśnych kolorytów

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 26.04.2018, 14:17

= uskrzydlenie miłości =

Miłość dodaje ludziom skrzydeł,
lecz często są lepione woskiem,
czasem tak bywa w naszym życiu,
że się z Ikara zderzysz wnioskiem

i lecisz, jakby cię wyrwali
z objęć cudownych jak z kokonu
skrzydła dodają, lecz niestety
w pakiecie nie ma spadochronu

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 26.04.2018, 11:07

= (a)społecznie =

Zasypana gradem słów, które wdarły jej się w myśl,
popatrzyła niemo nań, zestaw pytań bańką prysł,
chciała snuć swych marzeń nić, aby tkać z nich gruby sznur,
lecz pojawił przed nią się, nowomowy dziki mur.

Kiedyś rozgadana tak, dziś milcząca niby głaz,
co potrafi w masie swej zbyt obfity pusty czas,
po cóż snuć, gdy wiemy że wątek słaby, cienka nić
i osnowa rzadka, by na niej móc spokojnie tkwić.

Siedzi w kącie; pusty dom, za zakrętem życie trwa,
jeszcze wciąż na scenie jest, jeszcze rolę swoją gra,
honorarium wezmą ci, którym los swój uśmiech śle,
znów usłyszy zestaw słów: - Pani dziś mówimy, nie!

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 25.04.2018, 23:01

... milion razy się oszukasz,
nim do siebie się dostukasz ...

... z metaforami w wierszach trzeba ostrożnie,
jak z solą do śledzia - przesolony nie popłynie ...

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 25.04.2018, 16:47

= Słoneczne parawany =

W szarości rozsupłanej i bieli rozmytej
Bladością podciągnięte, w strzępieli wzburzone
Gładzone miękkim srebrem, mocno nastroszone
Ubrane w błękitności, w jasności spowite

Trącane szumem wiatru, muskane promieniem
Roniące łzy deszczowe, grad pereł rodzące
Filary mostów tęczy na sobie niosące
Gdy front z nad zimnej strony oplecie je cieniem

Słoneczne parawany, mgliście rozciągnięte
Płożycie się jak perzu pnącza po ogrodzie
Pluskacie w własnym wnętrzu w przejrzystości wodzie

I gnacie, a przed wami żadne drzwi zamknięte
Bo wam swoboda dana w bezgranic hal nieba
Gdyż owcom chmurnym, także wypasu potrzeba.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 25.04.2018, 16:02

= szczyty =

Oglądasz szczyty gór, nie dotkniesz ich stopami
Opierasz się o sen, być może wskaże drogę
Choć każda o nich myśl dogłębnie honor plami
A sandał wątły but, twój ciężką ma ostrogę

Wspomogę da ci stróż, anielski druh od Pana
Onucą będzie byś, nie pokaleczył pięty
I laską abyś mógł, omijać wsze zakręty
to jest przewodnik twój podany z rąk kapłana

najlepiej sercem patrz, podeptaj też zawiści
utrzymaj trzeźwym wzrok, gdyż noc granatem tchnie
nie zawsze prawdą jest, że dobry sen się ziści

potęgą może tkwić ułuda w mglistym śnie
czekanem wiarę chwyć, już echo niesie kroki
w szarości ciemnych chmur, widnieją też obłoki

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 23.04.2018, 18:50

= Nad nocnymi wodami Renu =

Obmywasz lico w wodach leniwych, przeglądasz w tafli przybrzeżnej wody,
choć twoja światłość nie potrzebuje dla rozjaśnienia większej ochłody,
gdyż niby gejsza bladość srebrzystą nosisz w zadumie po niebie sennym,
utkanym srebrem punktów ażuru, w swojej ilości ponoć wciąż zmiennym.

Czasem zarzucasz kimono łuny, jakbyś się chciała schować w woalu,
tak jedwabistym i aksamitnym, w jakim się widzi damy na balu,
kierujesz wtedy uśmiesz powabny na cienie, które kroczą w takt światła,
gdyż są na stałe doń przytwierdzone, trzyma w uścisku je silna dratwa.

Luno nadreńska, srebrzystopłowa, majestatyczna oraz wyniosła
dotykiem wzroku śledzisz uśpionych, zaglądasz czule w zaułki wszelkie
w twym rejsie zbędna łódź oraz sternik, a także na nic sosnowe wiosła

Królowo nocy, władczyni mroku, jakże królestwo twoje jest wielkie
lecz jednak tylko twoje oblicze siłą światłości w falach toń gładzi
i w ciszy sennej, jakby na jawie z ich szumnościami dialog prowadzi.


  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 22.04.2018, 23:17

…myśli nieodgadnione gdzie znowu kroczycie
czemu wciąż uderzacie w czuły punkt na skroni
a każda z was slalomem po ścieżkach mózgowia
w wyścigu po omacku w ściekłym pędzie goni

powykręcane w setkach zawiłych tematów
opór stawiacie, aby odczytać zawartość
cechuje was zwierzęca przebiegłość i chciwość
a nade wszystko w pierwszym nie lada upartość

a może wszystkie cechy które wymieniłam
nie do zwierzyny ale do ludzi należą i
chociaż bardzo by ktoś chciał je poodkrywać
na właścicieli także zęby ostre szczerzą…

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 22.04.2018, 22:43

= Kawał - kogo? czego? =

Staś, Józio i Wacek koledzy od kufla, przez calutkie lata w karczmie się witali i godziny całe o duszy Maryniej i biuście jej bujnym deliberowali. Znali się z imienia, lecz raczej przydomki w rozprawianiu luźnym w ich stronę leciały, które im osoby w tej karczmie robiące, dla zabawy oraz humoru nadały. Stasio był Kawałek, ponoć od nazwiska, Józia Młynarczykiem po fachu nazwano, a Wacek że ciągle miał puste kieszenie, więc się przylepiło jemu łatkę Sino. I tak lata całe Młynarczyk z Kawałkiem oraz Wackiem Siano piwo popijali, lecz przybył zgon z nagła do biednego Stasia, pewnie go diablęta expresem nadali . Umarł biedny Stasio, śmierć go pochwyciła, kamraci kolegę tak opłakiwali, że na wpół już trzeźwi, ale w miarę prosto, na cmentarną świeżkę kroki skierowali. Chcieli go pożegnać, świeczusie zapalić, powspominać stare oraz dobre czasy, ale nagle Józio siadł niemo z wrażenia, jakby jemu kosą przeleciał kulasy.
- Patrz Wacek tu leży nasz biedny Kawałek, tu spoczął i tu go będziem odwiedzali, ale go grabarze, cholerniki wredne, nawet po odejściu nie uszanowali. Pochowali dramie, tylko kawał ciała, resztę pewnie ciepli, w jaką mysią dziurę; gdzie nam teraz szukać naszego kolegi, sam diabeł nie trafi, ni stary pies Burek.
- Józio, czemu twierdzisz, że tylko część Stasia naszego poczciwca tutaj jest złożona, na pewno grabarzom dobrze zapłaciła Kasia (biedna wdowa), kiedyś jego żona?
- Toż sam spojrzyj bracie, oni napis dali Kawał Stanisława w tym grobie spoczywa, jakby nie popatrzył wniosek wartkim nurtem z napisu na grobie kaskadą w myśl spływa.
Odtąd dwaj kamraci nim do karczmy weszli, na grób ten chodzili, do swojego druha, a mogiła znicze od nich przyjmowała i jak nań przystało była całkiem głucha. Słuchać, to być może ich modłów słuchała, lecz gdyby umiała choć powiedzieć słowo, to by im wskazała dwie kwatery dalej, gdzie Stasia żegnała żona drętwą mową. Stanisław Kawałek, bo tak się nazywał, spoczywał w całości w spokoju i ciszy, gdzie go pilnowały inne dusze z rodu, oraz dwie bezzębne wyleniałe myszy. Kamraci, zaś błędnie odczytali fakty, które przez moc piwa na się nasunęłi i ‘kawał’ z ‘kawałkiem’ w umyśle pijackim jako babę z chłopem w jedną kupę spieli, a że Stanisłwa, gdyż kawał, więc czego?, grunt, żeby odwiedzić kolegę od kufla; nie ważne końcówki żeńska czy też męska, mówią ‘grzyb jadalny’, a ona jest ‘trufla’. Więc może, nie czepiać się starych piwoszy tylko rzucać ale, w stronę gramatyków, język nasz rodzinny, daje nam popalić, tworząc w swym schemacie tak wiele wybryków.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 21.04.2018, 14:44


= Śladem obłoków na niebie =

w lazurycie fal płynę wzrok bosmanem hardym
choć kuleje na zdrowiu myśl delfinem skacze
zza horyzontu kuka ostatni blask słońca
odchodzi na spoczynek nikt po nim nie płacze

wieczór leniwie zerka gdyż zawsze zmęczony
opada z wolna płachta sukmany szarością
wciąż niby jeszcze czujny lecz jakiś ospały
otacza niby chustą polany mglistością

i tak leżę na kocu oko obłok śledzi
w zaroślach słowik dzwoni trel echo w dal niesie
na karku problem nowy gabarytem siedzi

lecz jak na razie ptasi koncert echo w lesie
jak dym z ogniska niesie upojnie słuch gładzi
wlewając słodki nektar w bezmiar moich kadzi

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 21.04.2018, 11:20

Już wieczór go otulił, dotknął swego końca

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 20.04.2018, 15:56

W lazurycie fal płynę, wzrok bosmanem hardym ,
choć kuleje na zdrowiu, myśl delfinem skacze
zza horyzontu kuka ostatni blask słońca
odchodzi na spoczynek nikt po nim nie płacze

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 20.04.2018, 15:53

Skarżyła się śruba bardzo załamana:
- Zbyt często w swym życiu bywam przekręcana,
owszem dokręcenie, ale nie przekręty,
od takich numerów łeb mam już pogięty.
Wiem , że to 'od górne' z góry założenie,
jak śruba, to musi być i dokręcenie;
jak łeb mi odpadnie, co wtedy się stanie,
‘jasny gwint’ gwint wtedy sam w ścianie zostanie.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 20.04.2018, 09:00

s

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 19.04.2018, 21:20

= Nasze mety =

Bieg rozpoczęty, są przeciwnicy,
ktoś kogoś trąca, mgła jest przesłoną,
ktoś biegnie boso, inny na nartach,
za taki poślizg płaci się słono,

ktoś z kimś na garbie biegnie zmęczony,
inny na karku złudzenia niesie;
choć bieg zaczęli z jednego startu,
to każdy metę ma w innym lesie

ktoś z kimś, za kogoś i z czymś w dodatku
i jeszcze zrazu coś dla każdego
a tak naprawdę nie wszyscy pędzą
czy warto wskoczyć tuż przed pierwszego

a może lepiej być tym ostatnim
w biegu, co zawsze metą się kończy
czas jak przed laty, tak też i dzisiaj
przez sita własnych palców się sączy.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 19.04.2018, 20:39

= Luna =

Jakby ktoś musnął jasnym mazakiem lub pędzlem w srebrze zimnym maczanym,
na gładzi z rzadka pokrytej stadem, w którym się kłebią senne barany,
ostrość muśnięcia w bladej poswiacie, na zakończeniach nieco rozmyta,
reszta całości owej postaci w błękitu pełni miękko spowita.

Dziś tak mi jawisz się Luno cicha, niema, spokojna, upajająca,
pełna powabu i dostojeństwa, uśmiech muskaniem słońca kąpiąca,
dziś nie masz lica w pełni, lecz zerkasz, spod swej woalki czule flirtujesz
i jak kobieta w swej łagodności, w senności nocy śpiących pilnujesz.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 18.04.2018, 21:24

Krótki wywód o lokacji duszy…

Wpatrzona w oczu mych odbicie, próbuję sama czytać siebie,
szuwary rzęs odsuwam wzrokiem, brodzę w tęczówki burym gniewie,
wkraczam w źrenicę po omacku, korytarz jej jest dziwnie wąski,
grunt, choć nie stąpam po nim piętą, jest w swej strukturze dziwnie grząski.

Szukam badawczo, gdzie jest ona, w której próg weszłam nieproszona,
powinna chyba mnie przywitać, otworzyć w czułym swe ramiona,
lecz nie, jej nie ma w głebi owej, więc gdzie ma dusza się schowała,
jednak przysłowia często kłamią, jest pewnie w innej części ciała.

Myślę, że chyba się domyślam, bo mało razy to katusze,
przeżywał taki co kopniaka, za swą przewinę dostał w duszę,
a skoro kopniak, to na pewno w dolnej połaci z tyłu siedzi,
dobrze jest zajrzeć do lusterka, w nim znajdziesz mądre odpowiedzi.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 18.04.2018, 20:54

= W zachwycie =

Zamyślam się w istocie Tej potęgi twórczej,
gdy czuję całowania podmuchów na czole,
łapczywie chłonę dary żywotnej natury,
odgrywam w szarym bycie przydzieloną rolę.

Ogarnąć nie potrafię, myśl w płytkim się pławi,
jakoby dziecię małe pod okiem rodzica,
na piaskownicy życia chce zamek postawić
i płynąć senną tratwą w bladości księżyca.

O Stwórco, co na niebie rozsiałeś w miliardzie,
gwieździste punkty , aby dać Lunie pociechy,
wysłuchaj w ciszy nocnej, tej istoty grzeszy,
dla której Zbawiciela śmierć miała w pogardzie.

Dzięki za ukojenie wieczornym koncertem,
ptaszyny, co trelami pieści słuch zmęczony,
za ogród pełen kwiecia świeżo umajony,
którego aromaty pieszczą duszy gardziel.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 17.04.2018, 21:32

= W podmuchach szumności =

Puchate kule na błękicie, wiatr po omacku porozkładał, zawisł nad grzywą łzawej brzozy, z krzewem jałowca cicho gada, baje mu szumne wietrznie plecie, w swistach akcenty moduuje, a ten igiełki jak jeż jeży i pióra jego z lekka kłuje.

Milknie więc psotnik w swych powiewach, ucieczką się serwuje gładką, lecz strzępy szaty potarganej są dla jałowca super gradką, aby przytrzymać wiatr w powiewach, by drzewa liście ułożyły, jednak za mało w swych igiełkach posiada mocy oraz siły.

Wiatr podmuchami z wnętrza paszczy, wyrwał szat strzępy z rąk jałowca, wzbił ciało wietrzne ponad chmury z siłą i werwą odrzutowca i gruchnął z wielkim swym impetem prosto w drzew bujne fryzowania; strzela jak z bata w ich liściastość i ptactwo w gwałcie wsze rozgania.

Kreci się, skacze po konarach, czupryny drzewne wartko miesza, z gałezi leci wprost w murawę, niby nietoperz głowę zwiesza, siada na czubku starej sosny i pruje w dół do jej podstawy, aby za moment zlec na stogu świeżo zebranej miękkiej trawy.

Płyną owieczki po błękicie, wołają doń jak do pasterza, lecz na nic prośby ich chmurzaste, on znów ku łanom szturmem zmierza, czesze zbóż kłosy swym grzebieniem, gładzi piórami jak palcami, kreci piruety w zwiewnym tangu z rozbrykanymi wróblętami.

Skacze i cichnie bez szelestnie, taki jest jego fach na świecie, może i nawet w tym utworze jego szumności odnajdziecie, a jak ktoś bardzo chce, go złapać niech weźmie z sobą wór jutowy, lecz myślę, że żadnemu tutaj, nie przyjdzie pomysł ten do głowy.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 16.04.2018, 14:41

= czysta karta =

Ocierasz twarz po zmiętym dniu,
jak kartkę rzucasz w kosza dno,
przebytym czasem w bycie twym,
wyryło on tępym rylcem tło,

umywasz ręce, zrzucasz proch,
z szat które także zmięte są,
a usta chociaż w myśli jaźń,
na bladej jawie sny już śnią.

Nie, żony Lotha nie chcesz grać,
nie watro w przeszłym szukać dróg,
nie zmuszaj do złych kroków już
i tak zmęczonych życiem nóg,

popatrz do lustra, otwórz wzrok
na jutra niezbadany mur,
kosodrzewiny poczuj woń,
nie każdy łaknie szczyty gór.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 15.04.2018, 22:01

= Już noc =

Mroczność głucha zapukała w szklistość szyby,
oczy latarń blaskiem bladym gładzą ściany,
po murawie pełznie z wolna jak ameba,
w szarym palcie cień garbacie poskręcany.

Luna smutnym blaskiem jasność na dach kładzie,
gwiezdne punkty chcą ją wesprzeć srebrnym światłem,
gdyż nietoperz właśnie owej cieplej nocy,
będzie uczył polowania liczną dzitwę.

Wiatr uciszył już szumności, ledwie świszcze,
melodyjkę cichą nuci na źdźbłach trawy,
demon szaty swe zawiesił na parkanie,
by ogrzały chłodne dłonie wątłej zjawy.

Sen już zakradł się w rzęs bujne parawany,
ludzie w domach światła wszelkie pogasili,
będą teraz o niebieskich migdałościach,
aż do rana w swym marzeniach błogo śnili.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 14.04.2018, 22:40

= Szukając = /sonet 13-stka/

Na graniach będę szukać jak echo poniesie
I pośród piany morskiej utkanej w bałwany
Boś Panie wciąż mi dziwny chociaż bardzo bliski
A jednak dość daleki gdyż wciąż niepoznany.

W pogardzie ból pięt zdartych gdy kroczę ku Tobie
By dotknąć spierzchłą wargą rantu pełnej czary
Zachłysnąć się haustami nektaru rozkoszy
I poznać smak i zapach w pełni arkan wiary

Dogonić dzień jutrzejszy w sandałach od Pana
Płynąć po rzece życia w sile Boskiej chwały
Oby ta łaska była mi dziś darowana

Przejść bez uszczerbku rufy zła wszelkiego szkwały
Oby myśl owa była nie snem tylko jawą
W miłości swojej Bądźże dla mej duszy strawą

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 13.04.2018, 18:47

= marsz żywych =

Bramo milcząca kłaniam się tobie;
w ramiona twoje szli otępiali,
nad ich głowami napis złowieszczy
w gorzkiej rozpaczy trzewia rozpalił,
tyrada, chłosta, męka piekielna,
łuna krwią żywą w barwie skąpana,
rodzina w paszczy komory śmierci,
niemoc w okowach drutem spętana.

Tragizm, męczarnie, piekło na ziemi,
dziś pamięć żywa, lecz nieco krucha,
czyżby ta jama mocy szatańskiej,
była jałowa i całkiem głucha;
nie dajmy kłamstwom prawa do głosu,
lecz przebaczenia ciągle błagajmy
i cześć należą tym, co tam byli
w pokorze myśli ciszą oddajmy.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 12.04.2018, 16:26

= W tęczowym laurze =

przenikła jasność choć blada płachta
aż po horyzont ciało napina
wciska się cedząc blask w kłębach zwartych
i w akrobacji z wolna się wspina

niby na palcach rantem obłoków
aby zagęścić owych struktury
choć to kłębiaste potwory nieba
które swe cielska ciągną do góry

ponawia próby kuka i skacze
omiata czule w pieszczocie gładzi
niby rozmowę z bałwanem chmurnym
by go rozświetlić cichą prowadzi

muska jedwabne jego koronki
i wraz z podmuchem wiatru uderza
lecz potwór cieskiem swym atakuje
i paszczę ciemną gwałtem rozszerza

lecz przegrał Goliat walka skończona
na nic gabaryt i siła w masie
promień słoneczny rozbłysł na niebie
w całej swej mocy oraz okrasie

którą dodała jakoby laur
na jego skronie tęcza perlista
którą stworzyła kropla deszczowa
szklistości łzawej siła przejrzysta

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 12.04.2018, 15:58

= Sonet grzesznika =

Gdy dotrę już do bram piotrowych, otrzepię z kurzu sandał stary
Rozniecę światła wszelkich pragnień, muśnieciem dłoni dotknę wiary
Otworzę oczy jak najszerzej i dojrzę czegom nie widziała
Gdyż, grzeszność jak wiatr mnie owiewa i krucha jestem niczym skała.

Pogońże Panie tą moc czarcią, otul ramieniem rodziciela,
gdyż siła grzesznym szkwałem wietrznym na duszę ciągle mą napiera
Nie zważa na Twe święte progi, ogonem wali niczym batem
Choć jest przy odrzwiach Twych tak blisko, ciągle się jawi duszy katem.

Otwórzże wrota, okaż litość, daj gram swobody w Boskiej chwale
Przed majestatem kark naginam, pod stopy składam byt nijaki
Rozgoń tumany zła na przestrzał, niech się zadusi w własnym szale

Niech ujrzy ślepym wzrokiem czarcim, Twojej potęgi wszelkie znaki
Weź w dłonie moją duszę marną, utul jak ojciec, smutki, żale
Daj rydwan, w którym płynać będę, tam gdzie szybują rajskie ptaki.


  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 11.04.2018, 17:26

*sprawdź jakie karty masz?

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 09.04.2018, 22:29

= teraz =

czy warto się oglądać wstecz
gdy świat do przodu gna
i ciągle nowe takty w swej
melodii serce gra

czy warto zerkać w jurta tło
choć niewiadomą lśni
i szczelnym ryglem pytań swych
zamyka ciężkie drzwi

czy warto w przeszłość, przyszłość grać
gdy w teraźniejszym trwasz
lepiej zaglądnij w talię i
sprawdź jaką kartą grasz

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 09.04.2018, 22:28

(Nie)poetyckie sny

Płyniemy rzeką sennej materii,
fleszem się mgliście odbija jawa,
na horyzoncie w niemej oddali,
kroczy w szarości półsenna zjawa.

Słychać odgłosy, piszczącej ciszy,
pościel się staje salą przed balem,
a ty w niej stoisz w dziwacznej pozie,
jakbyś okryty był szczelnie szalem.

Majaki senne, marzenia puste,
gra obrazowo - dźwięcznych polotów,
które dotykiem swym cię muskają
jak ostrza miękkich, gąbczastych grotów.

Parada cieni w matowej głuszy,
którą twój oddech lekko kaleczy,
to odpoczynek, po dniu nijakim,
czy realności jej ktoś zaprzeczy?


Namaluj mi proszę baranka

Namaluj mi proszę baranka,
chcę poczuć się jak Mały Książę,
niech dziś, chociaż jestem dorosły
na pociąg z dzieciństwem znów zdążę .

Tak uciec z tej podłej planety,
poszukać arkadii dla siebie,
namaluj mi proszę baranka,
bo nie chcę żyć w smutku i gniewie.

Namaluj mi proszę baranka,
niech wrócą mi chwile młodości
i niech mi wiosna miast zimy
i pustki bezsensu zagości.

Namaluj mi proszę baranka
i odpłyń wraz ze mną w świat błogi,
gdzie nosisz sandały bez obaw,
że kurzem pokryją się nogi.


sami swoi

Wrócił chłop po pracy do domu zmęczony
i tak cicho szepce do uszka swej żony:
- Szef mnie dziś pochwalił, kupił ciasta, lody
i jeszcze koniaczek dla życia osłody.
Wychwalał mnie długo, mówił przez godzinę,
ściereczką z jedwabiu przecierał łysinę.
Kręcił się i wiercił, w końcu wybełkotał,
że choć takim dobry, pogoni mi kota
lub mówiąc dosadniej z pracy mnie wylewa,
bo mu się ma gęba razem z błotem zlewa.
Poczym po kielichu wypił z kolegami,
a mnie postawili jak kibel za drzwiami.

- Gdzie ty mój biedaku będziesz teraz robił,
całkiem cię ten pajac na odchodnym dobił?

- Nie moja słodziutka; wpadłem do prezesa,
(nie znam w okolicy tak podłego biesa)
i mu powiedziałem, co szef o nim gadał,
jak mi po pijaku majtki w kantkę składał,
kiedyśmy bawili u wójta w gajówce,
przy grogu i świeżo zrobionej żubrówce.
No i tym sposobem dość, że mnie wrócili,
to na stołek szefa mego posadzili.Chcesz wylać z roboty swego pracownika,
nie wpuszczaj go wcześniej za progi kurnika,
bo ci wszystkie kury policzy dokładnie
tak, że ci tupecik bez podmuchu spadnie.
Chcesz robić za świnię, sama wyjdzie z ciebie,
no i miejsce znajdziesz w najprawdziwszym chlewie.
Tak to w świecie bywa, mój drogi kolego,
czy chcesz czy też nie chcesz, swój znajdzie swojego.

Pająk i mucha

Dorwał pająk muchę, będzie miał śniadanie,
wyszło mu na dobre tak długie czekanie.
Schrupie ja ze smakiem, bo taka tłuściutka.
Ma okrągły brzuszek i zgrabniutkie udka.
Biedna mucha bzyczy:- Nie zjadaj mnie proszę,
ja wszystkim pomagam i szczęście przynoszę.
Ale on ją wykpił:- Ty w gnoju lądujesz
i ludziom i bydłu, tylko nerwy psujesz.
Złapał ją, omotał i już gryźć zaczyna,
a mucha go prosi i odwłok wypina:
- Dam ci rozkosz wielką, razem pobzykajmy
i się owej chwili bez reszty oddajmy.

Pająk dał się złasić na z muchą bzykanie,
ale czy na pewno mu się nic nie stanie,
kiedy się połączy z odmiennym gatunkiem,
dobrze by to było zalać jakim trunkiem.
Z pajęczycą jakoś kochać się trudno:
- Ostatnio ze starą po prostu jest nudno.
Cicho, pod kołderką i tak pomalutku.
Nie mam z niej pociechy i też nie ma skutku,
bo choć to robimy to sieci są puste,
a ona wciąż biega oglądać kapustę,
że niby tam pary dzieci wykukały,
a łóżko dla zmyłki ciągle pompowały. Jednak po bzykali, tak jak się należy,
ona teraz błogo w pajęczynie leży:
- No popatrz pająku, jak nam było cudnie,
a w czasie bzykania podobno się chudnie.
Bzykanie wraz ze mną to miłe zajęcie,
masz do tego skarbie pajęcze zacięcie.
Będziemy to robić za dnia oraz w nocy.
Polecę do domu i przyniosę kocyk.

Gdy on to usłyszał, to aż przełknął ślinkę,
miał bardzo zdziwioną i nie tęgą minę.
Myśl mu przeleciała przez pajęczą głowę,
że zbrukał gatunek i swoją połowę:
- O czym ona mówi, toż to była zdrada,
z muchą się nie bzyka, tylko się ją zjada.
Złapał ją w pół mocno w pajęczym uścisku
i wylądowała w jego czarnym pysku.
Chcesz zdrady, to proszę zrób to po cichutku,
byś nie musiał potem ponosić jej skutków.

Spotkajmy się jutro

Spotkajmy się jutro na rynku
i kupmy owoców kosz wielki,
będziemy je razem smakować,
by zgasły wszelakie rozterki.

Spotkajmy się jutro na moście,
niech z rzeką wsze smutki popłyną
i w ciemnej kipieli mórz zimnych
na wieki w głębinach zaginą.

Spotkajmy się jutro na łące,
spotkajmy się jurto o świcie,
spotkajmy się jutro, gdyż jutro
przedłuża o czas przyszły życie.

Gabinet luster

W raniących chwilach kuląc się,
chcę schować w garści cały świat,
pod kołdrą wspomnień zagrzać nos
i poczuć miękkość nocnych szat,
odsunąć się w najdalszy kąt,
by nie oberwać drugi raz,
osuszyć myśli, cofnąć choć
o parę sekund biegu czas.

W raniących chwilach, cofnąć choć
o parę sekund biegu czas,
odsunąć się w najdalszy kąt,
by nie oberwać drugi raz,
pod kołdrą wspomnień zagrzać nos
i poczuć miękkość nocnych szat,
osuszyć myśli kuląc się,
chcę schować w garści cały świat.

Był tylko liściem

Zsunął się, z wolna opadł na trawę,
w małą kołyskę ułożył ciało,
chłodnym oddechem od lewej burty
na jego skroni lekko zawiało,
położył głowę na miękkiej darni,
aby odpocząć po trudzie życia,
był tylko liściem, więc jak my ludzie,
nie miał przed światem nic do ukrycia.

Tak jak my kochał, kłócił się z czasem,
ganił i beształ, bawił się, miotał,
czasem nie chcący z własnej głupoty,
o kłopot spory grzbietem się otarł,
był tylko liściem, lecz jak my ludzie
żył w kole, które dalej się toczy
i jak wszelakim istotom ziemskim
słońce mu grzało i wiatr wiał w oczy.

Świat realny

Świat realny znika gdzieś

pod klawiszami,
gdy zaczynam mej poezji sączyć nuty
i tkam szal innością struktur malowany
kiedy w włóczkę ze słów wtapiam tekstu druty.

Świat realny znika gdzieś

w zaułkach chwili,
gdy się snuje nicią wąską nietykalność,
wątła chwila się zatapia w sennej jawie,
kroczę wtedy suchą stopą w nierealność.

Świat realny znika gdzieś

za horyzontem,
gdy uciekam przed słonecznym blaskiem w cienie,
aby ukryć przed spojrzeniem me pragnienie,
ludzi którzy zgniotą je pod buta frontem.

Bawi mnie

Bawi mnie nijakość ludzkiej bezmyślności,

(choć czasem wręcz z lękiem zerkam na jej ściany,
o które uderza wiatr sporym impetem,
jakby był głupotą ich zdrowo zawiany).

Bawi mnie naiwność wiary w pustosłowie,

(podchody próżniacze, pełne pochlebstw marnych,
składanych z patosem, fam farą paradną
na ołtarzu z włókien bardzo łatwo palnych).

Bawi mnie śmiech dziecka, szczery i przeczysty,
jak siklawa górska, spontanicznie słany,

(który przez dorosłość zbyt szybko kroczącą,
staje się próżniactwem znarkotyzowany).

Bawi mnie,

(lecz także smuci świat pędzący,
w biegu nie zmęczony, choć ciągle w dwutakcie,
gdzie jest pełna scena antraktów rozlicznych,
lecz żaden z pajaców nie chce ich w swym akcie).

bezsens

Kolejny niespiesznie dzień
..się właśnie zbudził,

zapukało słońce ciepłym palcem w szybę,
na śniadanie zjadłem znów wędzoną rybę
i popiłem zimną, niesłodzoną kawą,

.....zaczytując myśli prasą nieciekawą,
rozpocząłem szarobury i matowy,

- może wpadnie nowość do zaspanej głowy,
co odmieni losy zagubionych ludzi,

(chociaż nie ma sensu dla nich tym się trudzić,
i tylko nadzieja głupie serce łudzi).

Idź!

Nie przepraszaj świata, że na środku czoła,
nosi odcisk właśnie od twojej podeszwy,
że nogi cię niosąc po jego wądołach,
kilometry całe wte i wewte przeszły.

Nie kiwaj ukłonów kornych za żywota,
bytność tobie nieraz kota pogoniła,
i przed twoim wrogiem z chichotem diabelskim
twoje własne ego w perzynę zmieniła.

Idź z dumą przed siebie, tupiąc w ćwiekach butem,
pokaż swą odwagę, zgnieć nim wszelką butę
i rzuć uśmiech słońcu oraz Lunie w nocy,
przechodząc przez błota w wsparciu dobrych mocy.

ego

Znów przegrało, zeszło z ringu zapłakane,
nos wytarło czyjąś chustką haftowaną,
na niej były inicjały jego imion,
on też kiedyś stał pod muru gładką ścianą.

Stał i mierzył się z jej masą po raz n – ty
i wyciszał oddech słaby, nieco płytki,
aby walczyć trzeba wciąż trenować nerwy
i uśmiechać się, choć w ustach posmak brzydki.

szachownica

Siedzę w kącie, tam mnie życie posadziło,
jestem pionkiem w grze, gdzie los obstawia strony,
zawsze stoję, kiedy czerwień widzę w dali,
krok zaś robię kiedy świeci punkt zielony.

Nie wychylam się, choć marzeń pełna głowa,
ubiór czarny albo biały tylko noszę,
gdyż me życie codziennością szarą trąca,
nie potrzebne mi splendory i rozkosze.

Gdyż zerkając z mej pozycji cichokątnej,
widzę więcej niźli laufer lub królowa,
lepiej jednak być zwyczajnym szeregowcem,
co w mizerii tłumu pionków zadek chowa.

ludzki piach

Czy bać się śmierci, to grzech,
Pan przecież już zgładził jej moc,
a jednak wciąż na ziemi trwa
i kładzie kir smutku jak koc.

To ludzkie uciekać przed tym,
co poznać nam dane jest raz,
gdy kończy się życie i już
na zawsze zamyka drzwi czas.

Tak, wiara pomaga nam w tym,
lecz lęk łapie za gardziel w łzach,
bo przecież człowiekiem się jest
choć naszym budulcem był piach.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 08.04.2018, 13:37

W cieniu pajaca

Zachód słońca, fale gładzą plaży lico,
skrzydła mew na horyzoncie i ich głosy,
spaceruję, a wraz ze mną cień mój wąski,
niby druh po przyjacielsku z wolna kroczy.

Myśli snują się po głowie w takcie marszu,
patrzę nań, jak ciężko stąpa zadumany,
jednak lepiej ma o de mnie, gdyż bez bólu,
wali głową o stojące przed nim ściany.

Rozmawiamy, ja coś mówię, on też gada,
w jednej chwili, wyrzucamy z siebie żale;
on przezywa mnie pajacem, ja go klaunem
i czujemy się jak w wiecznym karnawale.

Mury, głowa i kark mocny, by nią walić,
czasem trzeba też przeskoczyć liczne płoty,
dobrze jednak, że w mym cieniu mam kamrata,
gdyż przejmuje na swe barki me kłopoty.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 08.04.2018, 13:16

= na piechotę =

w kukułczym gnieździe śpią me sny a z nimi świat mój cały
owinę się w mych marzeń koc w nich skrywam ideały
powiekom dam odpocząć gdyż za dnia zwinięte są
wymiotę rzęsą spod nich kurz i skropię ciepłą łzą

a potem pójdę drogą swą z motyką w gwiezdną dal
oczyszczę z halniakowych tchnień połacie bujnych hal
ukorzę karku aby dać to Bogu czego pragnie
być może On też w sprawie mej swe prawa nieco nagnie.
(14.03.18r.)

= Marcowo= ...(dla taty)

w szaleństwie mroźnym targa szat strzępy,
zarzuca zimnym wiatru podmuchem
choć, tak by chciało się już zobaczyć
przed ciepłem słońca jej w klęku skruchę,

lecz ona sypie śnieżnym tumanem
i ściska wody spinką lodową,
jednak przez oddech jej chłodem zwarty,
z wolna przecedza ostatnie słowo

gdyż słowik inne tony przedstawia,
kwiat wita ostre blaski o świcie,
chce już natura powitać nowe,
mimo że ona wartko, nie skrycie,

krzesze hołubce w chuście z zasp śnieżnych
i okiem srogim na chłody zerka;
jeszcze poczeka wróbel na głogu,
nim wiośnie własny koncert wyćwierka.
(15.03.18r.)

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 15.03.2018, 06:35

Nocny czas ...

już bije dzwon na koniec dnia
noc tron swój dłonią gładzi
za moment zgaśnie światło świec
świat zaśnie w ciemnej mazi

ponura mgła zaściele darń
skroń złoży na pniu w mchu
i wpłynie z srebrem jasnych gwiazd
w zaułki pełne snu

a kiedy kur da dźwięczny znak
jak lawą spłynie z gór
i zniknie w świetle jasnych tchnień
na szczytach białych chmur
(20.12.17r.)

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 20.12.2017, 22:29

Ja kocham jesień, ona jest we mnie,
w kasztanie włosów, w oczach zieleni
i w sercu, które w pulsach swych ciepłych
niesie szmer wiatru,który się mieni,
w barwach żółcieni,beżach i złocie,
w oranżu płowym i krwistym bordzie,
w każdym mym tchnieniu,spojrzeniu czułym
i w myśli cichej nowym akordzie.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 04.11.2017, 15:57

Przytul mnie słowem w gwarze codziennym,
abym wsłuchała się w ciepło duszy,
gdyż jego siła, moc spokojności,
jak taran mury przykrości kruszy.
Przytul mnie myślą w dzień szarobury,
ona rozświetli lazuryt nieba,
jest dla mnie jako balsam dla skóry,
jak dla głodnego kawałek chleba.

Przytul mnie gestem, dobrym spojrzeniem,
przytul mnie, aby było tak samo,
kiedy szłam z lalką alejką w parku,
przytul mnie znowu tak właśnie mamo.
I mnie pogłaskaj czule po głowie,
abym poczuła dar przytulenia,
czas chociaż płynie nieubłaganie,
czułości matki nigdy nie zmienia.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 02.06.2017, 02:56

Bez cukru...

Krocząc bez butów w jasności słońca,
z cieniem pod rękę idę w nieznane,
zamglone bielą porannej rosy
i wiatrem chłodnym lekko zawiane.

Choć się potykam, idę do przodu,
(kierunek jeden w każdego drodze)
i chociaż łzawi zmoczone oko,
resztką nadziei bytność swą słodzę.
(22.05.17r.)


Zaśnij za mnie...

Zaśnij za mnie śnie niewinny, zaśnij za mnie śnie spełniony,
utul w dłoniach moje myśli, które lecą w wszelkie strony.

Kołysz z cicha, pragnień wiązki, muskaj czule wsze pragnienia,
aby noc, choć mi bezsenna, dała choć gram ukojenia.

Pogładź skronie, daj wytchnienie, dotknij końcem gwiezdnej czerni,
oto prosi cię szaraczek, człowiek w bycie swym mizerny.

(22.05.17r.)

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 22.05.2017, 19:28

= Patrzę, lecz czy widzię =

Nie zawsze rozum widzi oczyma
duszy w logiki wrota wpatrzony,
lecz jest obawa, że w ideale jej
może poczuć się zniewolony.

Oczyma duszy widzi spokojnie,
spoziera czule i z łagodnością,
logicznie patrząc, może urazić
badając przedmiot z pustą litością.

Jak by nie spojrzeć warto używać
pryzmatu, w którym świat oglądamy,
w sumie w większości spojrzeń niestety
lekko trącony obraz badamy.

Spytamy czemu, odpowiedź prosta,
świat stoi dzisiaj ale, na głowie,
więc ani dusza, ani logika prawdy
o owym nam nie opowie.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 19.01.2017, 11:16

= Wojenne klisze =

Niemy kadr negatywem swym płacze,
zadumany w bezbarwnej szarości,
nie posiada on uczuć, a jednak
łzawa struga na licu mu gości.

Pokazuje urywek tragedii,
której większość jak gapie wtór daje;
łkaj samotnie obrazie bez duszy,
niechże za nich twe serce się kraje.

Schematami to wszystko utkane,
wojna, broń, biała chusta i pokój,
znowu kard niemą chwilę uchwyci,
widząc prawdę tragedii, gdzieś z boku.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 12.01.2017, 18:12

= Co to jest cisza? =

Bezruch, milczenie, czerń w głąb wciśnięta, oceaniczna tafla bezmiaru,
wygięta nuta na pięciolinii, w której ukryta jest perła czaru,
uroku, sennej jawy, jej dłoni, w których spowity dzwonek nas woła,
możesz go dostrzec oczami duszy, ona posiada zmysły sokoła.

Jest także kartą białą, nie tkniętą w świecie dźwiękami nieco zdławionym,
cisza maleńki gram ukojenia, spokoju myśli niewyciszonych,
plejada spiral młyny kręcąca, niemoc, bezsilność z iskrą nadziei,
że choć jest niby pustką totalną, w sercu swym skrywa szum z nad mierzei.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 12.01.2017, 14:58

= Drugie tło =

Nie skamlę o miłość, o przyjaźń nie błagam, a i o znajomość nie proszę,
lecz nie płacz, że los twój założył na stopy nie twoje, lecz moje kalosze
i idzie w nich jakoś, lecz ciągle do przodu, a ty czujesz me uwieranie,
być może napotkasz na drodze swej kogoś i skończy się me królowanie.

Nikt za mną nie szlocha i wszyscy się boją, że tylko ja w końcu zostanę,
gdy trudno im będzie zawiązać obuwie, zawiesić na oknie firanę;
a może choć spróbuj mnie poznać od strony, na którą nikt nigdy nie zerka,
samotność ma także podwójne oblicze, ukryte w dnie twego lusterka.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 11.01.2017, 16:42


= Niedoświadczony dyrygent =

Dyrygował grą wstępną, każdą częścią ciała,
pałeczka jak mogła werbel napinała,
lecz owe preludium skończył codą krótką
i echo zawyło ściszoną ćwierćnutką.

Gdyby miast pałeczki smyczek przygotował,
to by filharmonię całą zawojował,
a tak cóż się dziwić, poszła z fałszem nutka,
takie rozwiązanie zawsze przykre w skutkach.
Lecz do dyrygowania najlepsza batuta,
czasem trzeba uczyć kota chodzić w butach,
ale w kwestii grania jednak smyczek lepszy,
kuchmistrz wie najlepiej czym się zupę pieprzy.

= Grzech =

Oblepiasz myśli dziegciem swym lepkim, wlewasz się w gardło w lekkim poślizgu,
dajesz rozkoszność swoją postacią, gładząc ją siłą swoich umizgów.
Wciskasz się miękko, jakby wgniatając, aż pod powałą czuć twoje moce,
lecz jakże przykre są po gościnie twej szarobure dni oraz noce.
Przewina ściska, gul gardło dławi, targa sumienie krwawo płaczące,
to są początki kary za ciebie, człowiecze życie jarzmem miażdżące.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 11.01.2017, 16:05

= Dźwięki =

Posłuchaj wiatru gdy gra w konarach, strumienia który wtór jemu daje,
chociaż ma dłonie bardzo wilgotne, to niewątpliwie dobry to grajek,
wsłuchaj się także w wszelkie opady, toż to orkiestra jak w filharmonii,
bez grama taktów nieuczesanych, zafałszowania i monotonii.

Posłuchaj nocy, świtu bladego, mgły się ścielącej białym dywanem
oraz owadów, które fruwają nad złotokłosym pszenżyta łanem,
wejdź do komina, gdzie nietoperze akordy ciągną swoje wysokie
i spójrz na ciszę dudniącą w studni jako meloman wytrawnym okiem.

Teraz już słyszysz jak świat ci śpiewa, szemra lub śwista, dudni i huczy,
muzyka jego jest w wszech zakątkach i ciągle czegoś nowego uczy,
a najpiękniejsza jest w naszych wnętrzach, słychać ją jako ciche stukanie,
za wszelkie dźwięki nawet najcichsze składam w pokłonie podziękowanie.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 10.01.2017, 14:41

= Realność pod spróchniałym kijem =

Spróchniałym kijem mieszam marzenia, tworze półkręgi, niby zygzaki,
coś na kształt łuków pofałdowanych, ósemek wąskich; dla niepoznaki,
że z nich zostały tylko łachmany, szmaty podarte, wiatrem łatane,
pajęczą nicią i ością rybią na mym kolanie ręcznie dziergane.

Realność wciska się w owe łachy, cała jest przy tym wielce kontenta,
bo dziś ma droga w niej jest ponura, lecz całkiem prosta, w nich zaś jest kręta;
być realistą łykać, przetwarzać, wysysać resztki i defekować,
a jak się zdarzy nam fakt bez wyjścia, nie w marzeń bajkę, lecz w piach łeb schować.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 09.01.2017, 18:05

= Na blacie świata =

W nijakich myślach zamknąć swe oczy, pogładzić włosy miękkim dotykiem,
wyłykać małą czarkę likieru, pogrzebać w dobie zeschłym patykiem,
aby czas nagle zmienił nurt biegu i krok skierował w czas nam nieznany,
by naszych pragnień puściły mury, by im w osmozie rozmiękły ściany.

Wtedy być może świat byłby inny, z kulistej bryły stałby się blatem,
na którym leżałby biały obrus, nie pobrudzony krwawym szkarłatem,
lecz jak na razie w swej elipsoidzie, lekko skrzywiony turla się w głuszy
i swym istnieniem w takowym bycie, sam sobie biedną głowę wciąż suszy.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 09.01.2017, 14:56

Zatem jak żyć w twych ścianach mój świecie,
odpowiedzi mi pełnej nikt nie da,
tylko czekać od losu na dary,
w których przesyt nas czeka lub bieda.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 09.01.2017, 12:52

= Wegetacja =

Jak mam żyć w twoich ścianach mój świecie,
stawiać kroki milowe czy krótkie,
liczyć własne oddechy na palcach,
patrzyć w przestrzeń z radością czy z smutkiem.
Łapać w dłonie, czy puszczać w nieznane
słowa wartko płynące w przestworza,
iść gdzie tęcza deszcz barwi kolorem
i gdzie szkli w swej zieleni się zorza.

Patrzeć w wiatr, słuchać blasku księżyca,
dotknąć deszczu gołymi myślami,
wegetować w radości, że ziemia
jeszcze karmić nas chce swymi łzami.
A jak wszystkie wypłacze w swej sile
i już wody ni garść nie zostanie,
przyjdzie nam na jałowej pustyni,
niekończące się w snach bytowanie.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 08.01.2017, 20:15

= Mury mojej poezji =

Napisz mi proszę sonet miłosny,
napisz limeryk o końcu lata,
napisz o zimie bez gramów śniegu,
napisz o trudach naszego świata.
Teraz przeczytaj bardzo wyraźnie,
tak abyś poczuł ich moc i siłę,
bo w nich przekażę ci, to co w życiu
moim jest skryte, trudne, zawiłe.

A potem zamilcz, zasuń żaluzje
oczu, by ciemność wszystko spowiła,
aby się całość w jasności myśli,
niby w płomieniu z polan zatliła
i wtedy będę zadowolona,
bo wnikniesz w końcu w takie struktury,
z jakich powstały mojej poezji
w słowach utkane wersowe mury.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 08.01.2017, 17:35

= Sita codzienności =

Przez sita palców cieknie me życie,
leniwie kapią chwile minione,
część z nich przepływa bez namiętności,
inne z nich wzrokiem są pogładzone.

Sączą się w rytmie im darowanym
wraz z kalendarza kartką spływają,
a myśli skrzętnie albo w zaćmieniu
w pamięci ważne daty chowają.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 08.01.2017, 11:53

= Oczy nocy =

Patrzę w twe oczy, w głębi ich siła,
mroczność nie znana, kręta, zawiła,
głucha, lecz głosy w sobie mająca,
które nadchodzą z dna, albo końca,
zaułków, które w mocy swej kryje.

Wicher z demonem w nich pusto wyje,
prosząc o iskrę z księżyca blasku;
lecz on ukryty jest w jej potrzasku
i nie wysupła nici srebrzystej
z kryzy w bladości swojej gwiaździstej.

Gdyż to jest jasność, mierna, odbita,
lecz senność cała jest w niej ukryta;
zatem zerkajmy w nocy spojrzenie,
chociaż wirują w nim mroczne cienie,
szukajmy ciszy i ukojenia,
w blaskach gwiaździstych senności tchnienia.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 07.01.2017, 17:19

= Pod banderą miłości =

Dwa serca, dwie dłonie splecione
i myśli już w jedność się sączą,
na zawsze już razem we dwoje,
samotną swą podróż dziś kończą,
od teraz, gdy miłość w nich wielka
się iskrą jak żarem wznieciła,
ich łódka pod wspólną banderą
się będzie w uczuciu pławiła.

Wspomagaj ich dobry patronie,
by zawsze miał płomień kaganek,
by w zgodzie witali z radością
pogodny lub słotny poranek
i pilnuj czystości, oddania,
by uczuć swych nie pokalali
i w czarę miłości prawdziwej,
przypadkiem sił zdrady nie wlali.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 05.01.2017, 20:54

= Pędzący skład =

Dokąd jedziesz mój składzie z bagażem,
moich marzeń i snów nieprześnionych,
dokąd wieziesz po szynach srebrzystych,
moje myśli w swym pędzie szalonym.

Dokąd jedziesz i gdzie peron mety,
gdzież jest grot końca mojej nadziei,
czy w realiach się jawy zatrzyma,
czy w piaszczystej dla strusia mierzei.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 05.01.2017, 17:25

= Drzewa słyszą =

Niemym wzrokiem dotykam konarów,
w niemym kroku przemieszczam swe ciało,
które w niemej scenerii parkowej,
w jedną bladą ułudę się zlało.

Niemym świtem lub w niemej poświacie,
którą Luna gwiaździście mnie gładzi,
niemy strumień swe wody w mych myślach,
niemą strugą w dal głuchą prowadzi.

I tak w ciszy, co krzyczy do niemych,
moje drzewa rozsadzam skwapliwie,
może wiatr je pogładzi skrzydłami,
tak jak kłosy co krzyczą na niwie.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 04.01.2017, 19:34

= Bajka o nowoczesnej żabie =

Zoczyła żaba jak konia kują i sama łapy podkłada,
taka podkuta żaba nad stawem, to jest atrakcja nie lada.
Każdy, by samiec na nią spozierał, żaden by jej nie przeoczył,
a i rywalki z niedowierzania tarłyby swe żabie oczy.
Na owej widok, każda z gromady, podwójnie by zieleniała,
w końcu choć żaba, lecz płci żeńskiej, zatem by zazdrość kipiała.
Byłaby owa żaba atrakcją, nad stawem i w okolicy,
taką jak szkockie ewenementy, chłopy co chodzą w spódnicy.

Więc za tym koniem stanęła żaba, jak się należy w kolejce,
a tu miast podkuć ją jak kobyłę, dają jej uzdę i lejce
i zapraszają ją do karety, do tej co wół się szykował,
lecz jak zobaczył, żabę z lejcami, to uśmiech w kieszeń swą schował.
- Moja kochana, ty tu pasujesz, jako ten kwiat do kożucha…
- Na takie gadki, szanowny wole, od dawna jestem już głucha…
Wół do karety, to rzewna kpina…- i przy karocy stanęła.
- Żeby cię tylko, jakaś księżniczka za swego księcia nie wzięła…
Księżniczka żabę, za księcia wzięła, soczyście ją całowała,
a ta jak strzała z objęć miłosnych ucieczką się serwowała.

Jaki z tej bajki morał wynika, jak żeś zielona i bosa,
siedź w swojej trawie, a nie kombinuj, szukając pięści do nosa.
Podkuta żaba, to nie atrakcja, lecz wielka kpina, żenada,
ale niestety i taki czasem scenariusz życie układa.
I chociaż wcale to nie pasuje, to cuda takie czynimy
i na pajaców lub zwykłe kukły w teatrum swym wychodzimy.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 04.01.2017, 15:06

= Perlisty grad =

Uderzają z impetem perły z nieba spuszczone,
gnają jakby na oślep rzucane,
niszczą swoją energią wszystkie miękkie materie,
które chronią bezbronną polane.
Gniotą małe sztylety traw zastygłych na mrozie,
niszczą zwarcie mchowego kożucha,
kto tak niszczy bezbronność,
czyż nie słyszy ich krzyków,
czyżby była już na nie przygłucha.

To wichura z zamiecią w swoim wirze tańcują,
rozrzucając swych pereł korale,
wiry ich takie mocne, przepojone harcami,
czują się świetnie w swym karnawale.
Leci grad w dal perlisty, jakby z sznura zrywany
i układa się w zwarte fortece;
zamknę oczy i myślą swoją nieokiełznaną,
razem z gradem tym w dal siną wzlecę.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 04.01.2017, 15:04

cz.2

Dzięki nim życie jest przekazane, kiedy nasiona niosą w swych dłoniach, w porywach swoich wręcz muślinowe, jakby je niosły na grzywie konia, który miarowo kroczy jak w walcu, aby mu jeździec się nie osunął i w swym piruecie jako liść z drzewa z jesiennym echem leśnym nie sfrunął.
Bracia skrzydlaci, niby anioły, choć czasem gnają jako demony, lecą przed siebie, składając z gracją w stronę łąk z kwieciem w świstach pokłony, wirują aby, dać nam wytchnienie, ochłodę ducha i także ciała, płyną w powietrzu jak wypuszczona z łuku Erosa miłosna strzała.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 02.01.2017, 13:24

= Poemat z wiatrami =
cz.1

Powiedzcie łany zbóż falujące, czy wam poznane tajemne siły, które wam włosy kłosów w ruch płynny, jako bałwany morskie wprawiły, które was gładzą miękkimi dłońmi albo skrzydłami lekko muskają i w waszym ruchu niby w kajakach wiosłami swymi płynnie machają.

Powiedzcie chmury, kto was tak targa, w strzępy rwie szaty wasze puchate, tworzy z ciał waszych pasma materii, w swojej strukturze wątłą jak watę, kto was ustawia w liczne szeregi, owcze zastępy w stada łączone, jakbyście były w sidła zagnane, a wasze runa w lianę skręcone.

Zdradźże mi taflo oceaniczna, kto twoje wody w górę unosi i w sile wielkiej całe tumany krasi ażurem w pianie rozkoszy, kto cię tak szarpie w świstach, porywach, muskając, tuląc lekko podrzuca, a czasem z cicha udając niemoc na miedzy polnej w piach sieć zarzuca.

To wicher z wiatrem oraz zefirem bawią się z nami w igry i harce, tworząc co chwilę kroki taneczne, piruety, skoki, wiry jak w pralce, pląsają, szumem swym dając takty, tańcują czasem z nami do rana, dzięki nim ziemia w promieniach słońca i kroplach deszczu jest wykąpana.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 01.01.2017, 19:53

= W czerni =

Przeszywająca, niema i głucha,
zwarta w swej sile, murem sprężysta,
jednak nad podziw w jedności gładka,
majestatyczna i jedwabista.

Pełna swej głębi, cicha i mroczna,
przymioty smutku jej lico gładzą,
przykuta mocą do sił demona
oraz pomieszczeń pokrytych sadzą.

Jednak tuż za nią, za jej powłoką,
zawsze jest jasność, chociaż ukryta,
czerni tyś piękna w swym majestacie,
bo łuna światła w tobie spowita.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 01.01.2017, 17:33

Jak długo jeszcze będziesz swą walkę
toczył z lustrzanym płaskim odbiciem,
czy kiedykolwiek byt swój ślimaczy
przemienisz w siłę nazwaną życiem.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 01.01.2017, 17:21

= (Nie) winni =

Czemu człowiecze wciąż masz za wrogów
swych pobratymców z jednej gromady,
czemu wciąż tylko słychać skowyty,
szczucia, machloje i niecne zwady.

W zaraniu dziejów zło się zrodziło,
nie twoją winą, że rywal żyje
i wciąż do ciebie zyga namolnie,
pluje swym jadem, udając żmiję.

Lecz jak nie twoja wina, to czyja,
kiedy nasz Stwórca dobrem wszelakim,
chyba że ktoś coś zakamuflował,
dla urozmaiceń albo dla draki.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 01.01.2017, 12:57

= Ciąg dalszy pustej farsy...

...w osłupieniu i zadumie, w niemej ciszy z czarką w dłoni;
po policzku łza się wlecze, za nią druga pustkę goni

wypływają w zbędnym pędzie z makijażu czyniąc papkę,
opadają na kres twarzy lub w chusteczki mej pułapkę.

stoję w oknie, myśli huczą, obijając się o siebie,
fajerwerki mkną w dal czystą, a ja stoję na dnie w chlewie

pełnym knurów i buhajów oraz źrebiąt w oślej skórze,
czuje się jak ścierka stara, kto znów zetrze mną swe kurze?

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 31.12.2016, 19:40

= Obraz w bieli =

Dachy przycupłe pod twym ciężarem,
jak na spowiedzi karki ich zgięte,
niby uśpione, głucho milczące,
śnieżycy siłą nieco przejęte.

Oczy ich kryją czapy lodowe
z dachami w wieńce sopli odzianych,
na których świszcze wicher ustami,
w marznących nutach rozmiłowany.

Świat cały mocą śnieżną ściśnięty,
z chałupy zarys dym zdradza szary,
wszystko spowite ciszą uśpioną
przez urokliwe twe zimo czary.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 31.12.2016, 14:55

= Szron =

Świat w pelerynkę cienką się schował,
nie jest to kożuch, jednak okrywa,
chociaż prześwitów sporo ma w sobie
i tu i ówdzie materii zbywa.

Puszek to cienki, warstwa pudrowa,
przyozdobienie jako na pączki,
pokrywa pola, dachy , trawniki,
skwery, parkany i małe łączki.

Tworzy je duet, mróz z szklistą rosą,
aby choć troszkę oszukać oczy,
szkoda, że w owym białym poszyciu
nie można jako w śniegu po broczyć.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 31.12.2016, 13:47

= Głuchy świat =

Przenikła istota buty człowieczego,
rozdarta na strzępy struktura spokoju,
zdławiona ostatnia szansa jego duszy,
przelana w rydwany siły jego znoju.

Wdziera się do wnętrza z pustymi gałami,
robiąc po omacku wielkie spustoszenie,
ty głupia nadziejo dałaś jej klucz do wrót,
ona to przyjęła jako zaproszenie.

Głuche telefony, niepoznane takty,
piosenki nuconej myślą w pustej głowie,
była, przeminęła, nie wróci na pewno
i nikt się już dzisiaj niczego nie dowie.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 30.12.2016, 15:23

= Na koniec roku =

Czasze świateł w girlandach zabłysną,
barwne wstęgi rozjaśnią obłoki,
szampan pianą z kieliszków wyskoczy,
tancerz w walcu policzy swe kroki.

Północ datę radosną wybije,
ktoś napisze ją kredą na ścianie,
w koło będą płynęły życzenia,
lecz co ma zdarzyć się, to się stanie.

I nikt dziś nie zapłacze, że właśnie,
zatrzasnęły się drzwi przeszłych zdarzeń
i niektóre z ukrytych zachcianek,
będą tkwiły w ułudzie pstrych marzeń.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 30.12.2016, 14:51

= Trojka =

Gnajcie w swym pędzie, pyszna jest sanna,
sanie wirujcie w ostrych podskokach,
niech dzwonią dzwonki przy końskich chrapach,
aby je było słychać w obłokach.
Niech chaty wyjmą z pod czap śniegowych ,
nosy na kwintę w mrozie spuszczone,
a wy koniki bierzcie w galopie,
jakbyście były wiatrem natchnione.

Niechże kopyta tańczą wam w pędzie
Chaczaturiana ‘Taniec z szablami’,
a z grzyw wam płynie jak z pięciolinii
nuta prószona śnieżnymi snami.
Unieście sanie w rozkosznym biegu,
aby was widać było z daleka,
przegońcie z lodu kry gruboskórne,
które na grzbiecie swym niesie rzeka.

I chociaż trojka wasza w kadr niemy
na kanwie płótna jest uchwycona,
to pod powieką pędzi w dal śnieżną,
kopytem końskim z wiatrem niesiona.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 30.12.2016, 10:49

= Ogier bez wodzy =

Siedzę w zaciszu swojego kąta,
myśl rozczochrana po łbie się pląta,
chcę ją uczesać, lecz ta się kłóci,
że w paszczę wszystkie brudy me wrzuci.
Proszę ją z cicha, gładzę jak kota,
a ta po głowie dalej się miota
i mi, co chwilę włazi w pazurek
i chce odetkać z świństwami kurek.
Łaszę się do niej niby łasica,
gały w przestrachu sterczą jak świca,
aby cholera nie wypaplała,
co za pazuchą moją widziała.

Lecz ona swoje kołtuny gładzi,
patrzy w lusterko, coś do mnie kadzi,
że chociaż taka nieuczesana,
to koi zmysły jak w wannie piana
i kręci loczek małym paluszkiem,
łechtając przy tym mnie tuż za uszkiem.

Wczuwam się w błogość owej cholery,
w uszach mych słyszę przyjazne szmery,
jakby bębenki grały kankana;
ach myśli moja ty rozczochrana,
jak już przyplątasz się w moje progi,
puszczają cugle oraz ostrogi
i ogier leci w strony nie znane,
gdzie siedzą myśli nieuczesane.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 29.12.2016, 18:25

= Ludzcy ludzie =

Policzyć gwiazdy,
przecedzić morze,
złapać gram wiatru w worek jutowy,
osuszyć deszczu ponure krople,
pogładzić echem hukanie sowy.

Poruszyć słońce, wstrzymać planety…
to wszystko może i by się dało,
gdyby choć w małym przejawie szczęściem
w człowieku każdym nieco zawiało.

Bez ludzcy ludzie,
człekopodobni,
homo, lecz sapiens odrzucający…
ale tak bardzo w czynach uczynni
i wszystkich wespół basz miłujący.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 28.12.2016, 19:42

= nic nie było =

Coś spłoszyłam, iskierkę zdmuchnęłam ,
która pewnie się wcale nie tliła,
ale jakaś nadzieja odeszła,
którą fala mej chęci rozbiła.

Chciałam łapać, być może ułudę
i przytrzymać śliskimi rękami,
teraz tylko została pustynia
z ruchomymi z mych marzeń wydmami.

Stracić, niczym coś trzyma się w garści,
toczyć łzę żalem mocno zroszoną
i znów trzymać pod rękę samotność,
swoją nudą tak bardzo znużoną.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 28.12.2016, 18:46

= Nie zima =

Zima bez zimna, bezśnieżno biała,
matowo szara, jak naga skała,
pusta, bez serca lodem skutego,
nosząca cudze nie własne ego.

Zasłana brudem starego roku,
mierzy ciężary swych własnych kroków,
w mgle o poranku oraz z wieczora,
w słońca promieniach jako kamfora.

Nagość bezlistna wiatrem owiana,
deszczem kroplistym sponiewierana,
szuka swej bieli, mrozu i lodu,
od świtów wczesnych, aż do zachodu.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 28.12.2016, 03:28

Cisza mnie tuli do swego lica, ciemność się z cicha w kąciku skrada, a myśl ma z wolna sącząc nić dumań, na kanwie owych bajkę układa. Snuje wrzecionem swym przez zakątki domu co cały mrokiem spowity, zaglądnie nawet w małą komórkę, gdzie strach pod miotłą siedzi ukryty. Pogłaszcze kota, co na przypiecku grzeje swe łapy przez mróz macane i nawet wyjrzy Judasza okiem, na śniegiem słaną leśną polanę. Kiedy już skończy swoją wędrówkę, zacznie z dumania, snuć bajki nuty, o tym jak zima, mróz ciężki woła, aby jej podkuł swym lodem buty.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 27.12.2016, 20:14

= ...to tylko słowa =

Chcę czytać z twoich słów głębię uczuć,
szukać w twych oczach wzrokiem ich blasku,
chcę być twym wnykiem, a ty bądź łupem,
który się pławi w moim potrzasku.
Pragnę cię gładzić swoim spojrzeniem,
muskać oddechem, wnikać w twe słowa,
aby się między nami toczyła
realnych pieszczot gładka rozmowa.

To tylko słowa; dzieło klawiszy
i palców w tangu owych tworzone;
nie, to nie tylko słowa, nie tango…
to me marzenia w eter rzucone.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 27.12.2016, 19:56

= Koniec szopki =

Skażeni smogiem grzechów codziennych,
składamy dary z serc pokruszonych,
jako zwierciadeł w kawałkach tafli,
mrozem skwapliwie płasko klejonych.
Stoimy całkiem płonni w uczuciach,
prawie wygasłe piece tlą duszą,
a usta nucą smętnie kolędę,
przenicowaną jak nicią głuszą.

A gdzieś za rogiem głodny samotnik,
na stole stoi dla nań nakrycie,
lecz nie wpuścimy w progi obcego,
bo w nim zło czaić może się skrycie.
Ach wigilijny czas miłowania,
spory schowane, na dno kieszeni,
a już pojutrze przyjdzie nam wrócić,
w szarość codzienną żałosnych cieni.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 26.12.2016, 16:45

= iskra...=

Mroczna twa szarość, zimnem oblana,
w zesłanym z chmury deszczu rozmyta,
lecz w naszych sercach radość jak kwiecie
na łąkach tęczą barwną rozkwita,
gdyż to czas cudów, wielkiej radości,
Dziecina Pańska ku nam przybyła,
by w naszych progach we dnie i w nocy,
dobroć choć iskrą małą się tliła.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 26.12.2016, 15:07

= pocałunek =

Przymrużone spojrzenie, pokłon rzęs w stronę duszy,
lekkie wargi muskanie oddechem,
dłonie jej w jego włosach, kibić jej w jego dłoniach;
chwila ta nie związana z pospiechem.

Ruchy ust jego pieszczą jej spragnionych warg muśnięć,
zakamarki badane zmysłami,
wszystko to jest jak senność, lecz realnym jest cudem,
przepojone czułymi słowami.

Nic nie ważne już teraz, jedwab gładzi satynę,
woal tiulu, ambrozją zawiany,
nagle świat zamarł w biegu, kiedy wspólny ich dotyk,
zburzył mur, który w nim był schowany…

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 26.12.2016, 14:48

...otulasz szyję zbielałym mrokiem

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 23.12.2016, 07:43

...dla Ciebie dary

Gdzież znajdziesz swoje miejsce Jezuniu,
gdzież Ci narodzić się Dziecię Święte,
kiedy znów szatan, zakłada wnyki,
kładąc dla zmysłów tanią przynętę.

To Tobie dary, hołdy, pokłony,
gloria i całe świata klejnoty;
dziś tylko przemoc, zdrada i kpina,
zamknięta miłość w jarzmie niemoty.

Przybądź Dziecino, Synowcu Boga,
rozkuj kajdany świata grzesznego,
uratuj swoją siłą miłości,
człeka marnotą tą skalanego.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 23.12.2016, 05:57

= Kolejny dzień =

Rozmyta świeżą dawką jasności,
odchodzisz z wolna półsennym krokiem,
jakbyś stopniowo się rozpływała,
otulasz szyję miękkim półmrokiem.

Z każdą kolejną dozą, żeś bledsza,
jeszcze wciąż ciemna, lecz już łagodna
i w łagodności tej bardzo zwiewna
i choć odchodzisz, dziwnie swobodna.

Bez cienia żalu, słowa pretensji,
cienia zazdrości czy irytacji,
powolnym ruchem spływasz ze sceny,
nie przedkładając żadnych swych racji.

Dumną żeś pani, szacunek składam,
wiesz, że już pora witać dzień z słońcem,
on dla nas jawą, bytem, radością,
tyś odpoczynkiem, dnia tego końcem.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 23.12.2016, 05:12

= Inna tyś nocy =

Inna tyś w pianie morskiej skąpana,
mocząca ciemność swą w falach morza,
osnuta srebrem gwiazd twoja suknia,
połyskująca jak zwiewna zorza.

Inna tyś kiedy, jesienna słota
kryzę twej Luny w krople odzieje,
a wiatr rozgarnie mroczną twą ciemność,
kotarą deszczu połać zaleje.

Inna tyś nocy, polarna, letnia, arktyczna,
a też i tropikalna, ale wręcz zawsze
w sukniach z granatu
z broszą, co świeci jako latarnia.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 22.12.2016, 16:30

= Melodia z akordeonu =

Samotnie stoi w swym futerale,
akordeonu ciało sprężyste,
czeka, by muzyk wydobył z niego
dźwięki w muśnięciach swych jedwabiste.
Lecz na daremne jego czekanie,
muzyk nie dotknie jego klawiszy
i akordeon owy zostanie
w niewyjaśnionej, bezdźwięcznej ciszy.

I nam jest trudno pojąć odejście,
muzyka z serca, pasji i ducha,
lecz we wspomnieniach będziemy zawsze
jego melodii z zachwytem słuchać.
A jak na razie zagraj mu wietrze,
wyrzuć z swych miechów fałsz słabych tonów,
niechże z twych skrzydeł płynie melodia,
jakby się snuła z akordeonu.

.... śp.Zygmuntowi Kotarbie

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 22.12.2016, 00:50

= Grudniowa noc =

O tobie piszę nocy grudniowa,
ciemna, ponura, mroczna i cicha,
w zagadkach swoich mocno spowita,
by nie obudzić istoty licha.
W demonach krzyku, nie przejednana,
złowrogo patrzysz kocim spojrzeniem,
gładząc ponure wsze zakamarki,
ściany muskając swoim westchnieniem.

Dziwną tyś damą, tak tajemniczą,
w granatach oraz wszelkiej szarości,
zawsze w tej samej prawie godzinie
na nieboskłonie porą swą gościsz.
Dumna i prawie nam nie poznana,
gdyż zmysły nasze ku snom kierujesz,
a sama w stałej asyście Luny,
po gwiezdnym niebie swym spacerujesz.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 19.12.2016, 16:55

= Lulajże Jezuniu =

‘Lulajże Jezuniu’ z pod strzech popłynie,
śpiewane w pokłonach cudnej dziecinie,
poniosą kolędę wiatry grudniowe,
by każdy śmiertelnik pochylił głowę.

Będą Mu śpiewały wszelkie istoty,
przez szczyty, pagórki i ciemne groty,
będą Go chwaliły gwiazdy i chmury,
synowie wszelacy, dorodne córy.

Witaj nam Juzuniu, dziecino boża,
od Karpat wysokich, po brzegi morza,
witaj nam dziecino, Synowcu Boga,
witamy Cię pięknie w szarości progach.

Wlejesz nam tu barwę szczęścia, radości,
niechże Twa osoba po wieki w nas gości
i niesie Twą miłość po wsze świata strony
Lulajże Jezuniu, panie umilony.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 19.12.2016, 16:33

Jakby w weneckim świecie żyjemy,
gdzie maska szczelnie lico przykrywa,
drobny mankament, niedociągnięcie,
wszystko co tylko na owej zbywa.
Ukrywać można, także i dobro,
aby zła pięknem nie kłuło w oczy,
choć chyba nie da się jeszcze bardziej,
tego co mroczne, silniej zamroczyć.

Gdyż zło odbiera wszystko w złych barwach,
więc nawet w dobrym zła się doszuka,
bo przez najmniejszą dziurkę w swej masce,
na dobra lico badawczo kuka.
Po świecie masek się poruszamy,
gdzie nawet kilka jeden posiada,
to już nie piękna sala balowa,
tylko próżniacza wręcz maskarada.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 18.12.2016, 19:18

= Wenecki bal =

Jakby w weneckim świecie żyjemy,
gdzie maska szczelnie lico przykrywa,
drobny mankament, niedociągnięcie,
wszystko co tylko na owej zbywa.
Ukrywać można, także i dobro,
aby zła pięknem nie kłuło w oczy,
choć chyba nie da się jeszcze bardziej,
tego co mroczne, silniej zamroczyć.

Gdyż zło odbiera wszystko w złych barwach,
więc nawet w dobrym zła się doszuka,
bo przez najmniejszą dziurkę w swej masce,
na dobra lico badawczo kuka.
Po świecie masek się poruszamy,
gdzie nawet kilka jeden posiada,
to już nie piękna sala balowa,
tylko próżniacza wręcz maskarada.
Jakby w weneckim świecie żyjemy,
gdzie maska szczelnie lico przykrywa,
drobny mankament, niedociągnięcie,
wszystko co tylko na owej zbywa.
Ukrywać można, także i dobro,
aby zła pięknem nie kłuło w oczy,
choć chyba nie da się jeszcze bardziej,
tego co mroczne, silniej zamroczyć.

Gdyż zło odbiera wszystko w złych barwach,
więc nawet w dobrym zła się doszuka,
bo przez najmniejszą dziurkę w swej masce,
na dobra lico badawczo kuka.
Po świecie masek się poruszamy,
gdzie nawet kilka jeden posiada,
to już nie piękna sala balowa,
tylko próżniacza wręcz maskarada.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 18.12.2016, 19:17

= Wszyscy my szewcy własnego buta =

Ubodzy ciałem, gdyż niebo dachem,
stara kapota jego okryciem
i byłby z niego dobry reżyser,
gdyby scenariusz dało mu życie,
z gramem powodzeń i łykiem szczęścia
oraz ze szczyptą choć powodzenia;
ktoś, kto na co dzień owe posiada
powinien bardzo los swój doceniać.

I żal, że tylko w noc Chwały Pana,
takich ubogich, w tłumie widzimy,
ale czy nawet w tej cudnej chwili
pomocne gesty ku nim czynimy;
oni ubodzy ciałem, my duchem,
wszyscy co od nich stronią w dni szare,
lecz pamiętajmy na końcu drogi
Pan da nam buty na naszą miarę.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 18.12.2016, 11:58

= Wirtuoz na IV pory roku =

Zagraj mi wietrze swoją melodię,
niech po gałęziach nagich się wspina
i struny w twoim ostrym szeleście,
dłonią zmarzniętą chłodu napina.
Zagraj mi proszę, w ciepłym kominie,
w klucz wiolinowy zmień dymu strugę,
przegoń indiańskim znakiem z pół, lasów
jesienno słotną, mżystą szarugę.

Zagraj mi proszę w takich akordach,
aby świat cały słyszał twe świsty,
grajku majowy w wiosennym słońcu,
lecz także mistrzu w kantatach dżdżystych.
Solisto w strugi letniej szemraniu
i wirtuozie w śnieżnej zamieci,
niechże muzyka twa skrzydłopiórna
ponad pułapy gór echem leci.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 18.12.2016, 11:18

...gdyż barwę życia w jesienną zmieniam.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 18.12.2016, 10:58

= Gdzie odeszłaś zimnowa pani =

Gdzie się podziały zimy Kossaków,
gdzie chaty w czapach śnieżnych skulone,
gdzie połać cała w bieli spowita,
szyby talentem mrozu szronione.
Gdzież sanna pyszna, bałwan i igloo,
sople zjadane jako lizaki,
gdzie się podziały, wszystkie te mroźne
i malownicze zimy oznaki.

Gdzie zawieruchy z nawałą swoją,
zaspy w przeróżne rzeźby ujęte,
stojące jako nieme posągi,
gdyż w dłoni mrozu ciała ich spięte.
Gdzie się podziały, nikt nie odpowie,
teraz zostały tylko wspomnienia
i one także z wolna topnieją,
gdyż pora życia we mnie się zmienia.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 18.12.2016, 10:08

= Wieczorna chwila =

Szarą dłonią wieczór niebo już pogładził,
zmieszał barwę swą z lazurem tafli chmury,
która gnana porywami świstów wiatru,
wypiętrzyła w swej strukturze białe góry.
Zaś w dolinach jej, co ścielą się dywanem,
słońce basen światłocienia utworzyło,
będzie z niego niespodziane w oczy mocą
swych promieni w pożegnalnym geście biło.
Wieczór zacznie wzmacniać siłę swego mroku,
aż na niebo wnet założy czarny koc
i odejdzie dość pospiesznie wraz ze słońcem,
gdyż w władanie świat obejmie teraz noc.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 17.12.2016, 13:13

= Własne potomstwo =

Człowiek, człowieka na świat wydaje,
jest on w podstawie jego odbiciem,
różnic jest wiele, lecz w ścisłych ramach,
które kształtuje los oraz życie.
Każda istota potomstwo swoje,
sobie podobne na świat wydaje,
a ono w mniejszej lub w większej mierze,
do niego bytem własnym przystaje.

Nie dziwi także, że piękno z piękna,
a brzydź się z brzydzi zawsze wyłania,
miłość z miłości, dobro zaś dobrym
czynem lub gestem w pas nam się kłania.
Więc czemu dziwi, że kłótnia kłótnię
i wojna wojnę, wciąż nową rodzi,
przecież z rodziców, jakby nie patrzeć
potomek zawsze własny wychodzi.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 17.12.2016, 12:32

= Mocno pogięty, bo strachem spięty =

Miałem noc spędzić w obcym pokoju,
a mówiąc prościej, jestem w hotelu,
mrocznym, ponurym, nieposprzątanym
i gości chyba jest w nim nie wielu.
Pokoik mały z telewizorem,
na wprost przed wejściem okienko duże
i muszę dodać, chcący nie chcący
muszę w przybytku tym zostać dłużej.

Prysznic, kolacja i hop do łóżka,
czas wyprostować zmęczone kości,
ale co potem się tutaj działo,
nie miało dla mnie grama litości.
Leżę pod kołdrą swą owinięty,
każdy minimetr szczelne zakryty,
mrok mnie otacza, fotel i stolik,
cały pokoik jest w nim spowity.
Patrzę, a z kąta, gdzie ciemność zieje,
strach ku mnie lezie w białej zasłonie
i w swych porywach, lekko falistych
wyciąga do mnie w żabotach dłonie.

W mig moje ciało ewakuację
w stronę poduszki mojej zrobiło,
aby mym członkom, solo i w grupach
nieco upojniej tej nocy było.
Nogi pod brodę spacerkiem przyszły,
aby je dłonie pod rękę wzięły,
czuję, że nawet od stóp paluszki
jakoś dziwacznie w embrion się zgięły.

Poprzez kotary rzęs wzrok mój zerka,
powieki nie chcą spuścić zasłony
i nos mi jakoś opadł na kwintę,
jakby ku kołdrze walił pokłony.
W gardzieli śliny gram pozostało,
reszta zwyczajnie w świecie się zmyła,
a jak wołałem, że jest w niej sucho,
na grawitację wszystko zwaliła.

Włosy na głowie dęba stanęły,
może ze strachem będą tańcować,
w takim momencie chciałbym do mysiej
lub choćby szczurzej nory się schować.
Noc była długa, ja poskręcany
czułem swój paluch tuż koło ucha,
a na dodatek gdzieś koło świtu,
strach dziwnie na mnie gulgocząc gruchał.

Kiedy się w końcu słońca promienie
zaczęły wciskać w mrok pokoiku,
pęcherz moczowy, dał znak nieśmiało,
że czas najwyższy iść zrobić siku.
Jak wstać, gdy ciało tak poskręcane,
chcąc wyprostować, wszystko aż trzeszczy,
w końcu od roku lub nawet więcej
kalendarz siątką ponurą wrzeszczy.

Wstałem po ciężkich, WC-et… i nagle
złość moją dumą męską szarpnęła,
mało mnie jasna, nie powiem brzydko,
pod swoje skrzydła nagła nie wzięła.
Okno na uchył było otwarte,
w nim zaplątana gałąź od drzewa,
a na konarze pięterko wyżej
gołąb swój zadek w słońcu wygrzewa.
Ach! Niech to wszyscy pańscy anielscy,
noc z strachem w gaciach to niezła kpina,
tylko się człowiek sporo namęczył,
robiąc w pośpiechu z siebie jogina.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 16.12.2016, 19:41

= Życiowe pytania =

- Zmierzyć się z siłą własnej natury,
jak kurze zetrzeć głupie nawyki…

- To tak realne, jak złapać wiatru
w porywach silnych pióra we wnyki.
To tak realne, jak wziąć wdech w płuca
i go umieścić pod powiekami,
aby móc czyścić złowrogie myśli
przepełnionymi powietrzem łzami.

- A bez ironii, czy to być może,
czy da się zmierzyć z swoją naturą,
wymazać części jej nie wygodne,
jak to wiatr czyni z zbyt wielką chmurą.

- Na pewno można, skoro myśl taka,
przez twe mózgowie się przetoczyła,
jednak pamiętać o tym należy,
że to natura, a w niej jest siła.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 16.12.2016, 11:15

= Krokami wzroku =

Przez szklaną taflę rzucam mój wzrok,
ślimaczym ruchem odmierzam krok,
zmieniam kierunek i stawiam drugi,
choć po chodniku leją się strugi,
wodne kaskady i wodospady,
lecz kroki moje dają im rady.

Brodzę w nich, czując ich przemijanie,
żadna w przepływie swoim nie stanie,
pędzą jak czasu mijania struga,
a siłę owych wzmacnia szaruga.

Stańcie na moment w głębi kałuży,
w głębokiej ciszy, po wielkiej burzy,
tylko czy wtedy ja po was wzrokiem,
będę chcieć chodzić powolnym krokiem?

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 16.12.2016, 10:46

= Listy z młodości =

Po liściach stąpam przeżytych dni
chwil co odeszły w nicości dal
wiatr je rozdmuchał jak szare sny,
tangiem zakończył beztroski bal.
Jedne z nich złotem, radością skrzą
inne w czerwieni, jak z ognia kur,
dogasa ciepło słonecznych dni,
leniwie zerka bladość zza chmur.
Wirując z wiatrem w ruchu są wciąż,
wspomnienie falą obija brzeg,
kiedyś rytmiczny i szybki tak,
dzisiaj ślimaczy mam bytu bieg.
Po liściach stąpam przeżytych dni
zmieszanych z błotem, przez nieba łzy,
z nadzieją głupią, że skruszą głaz
polodowcowej w mej rzece kry.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 15.12.2016, 15:51

= Dotykiem Midasa =

Czyżbyś we władzy była Midasa,
żeś barwą złotą tak okraszona,
może i twoja duma została
jego próżnością nie co trącona,
cała złotością swą przesiąknięta,
siejesz wokoło liść barwy złota,
o ty nieszczęsna mu uwierzyłaś,
zamknęłaś sobie do szczęścia wrota.

Nie, tu Midasa dłoni nie było,
jesień swój artyzm w złotości niesie,
maluje w parkach krzewy i drzewa,
na polach, łąkach i w ciemnym lesie,
lecz jej paleta dużo bogatsza,
jest na niej tęcza w ciemnych odcieniach,
wirują one w matowej gamie
oraz w wichrowo – deszczowych tchnieniach.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 15.12.2016, 11:32

= Takie życie =

Wijąc się swoją wstążką wąziutką strumyk podmywał kaczusi udko,
a ona piórkiem falę głaskała, tak, że aż woda w korycie drżała.
Tak się bawili w uroczych pluskach, on ją po kuprze łagodnie chlustał,
ona zaś dzióbek w nim zanurzała, tak, że aż fala dęba stawała.

Bawiliby się tak do wieczora, aż kaczor wrócił z tafli jeziora
i zoczył, co też kaczka wyczynia:- Toż z mojej lubej jest zwykła świnia,
jak ona może tak się kokosić i piórka swoje w górę podnosić.
Toż jest potworność, tak nie wypada, kochana moja, toż zwykła zdrada,
żeby z strumieniem takowe rzeczy; wszystko widziałem, więc nie zaprzeczysz.

Kaczka się z wody wygramoliła: - Prąd porywisty wody, to siła,
która umyła kuper mój cały, bo mnie biedronki w krzakach osrały,
a że się fala w pionie trzymała; toż strumyk w końcu, a chłop nie skała…
- i dumnie przy tym dzióbek uniosła - Aleś kochany wyszedł na osła.
Strumyk zaś długo fale swe gładził, biedny z swym prądem często się wadził,
bo mu co chwila fala stawała, jak jakaś kaczka w nim się pluskała.

- A jak do wody pan kaczor wchodził i w niej jak żaba po kostki brodził,
to czy się woda także burzyła, czy wąską stróżką ledwie sączyła?
Wtedy się wody wolno sączyły, jakby swój wigor całkiem spławiły,
do tego były nadzwyczaj płytkie, gdyż męskie kostki są całkiem brzydkie,
a przy tym można o coś zahaczyć, lepiej się wodzie wtedy ślimaczyć.
W końcu to strumień w nim samcza siła, ona się zawsze będzie tuliła
do kaczych kuprów w żeńskiej postaci, chyba że w leśnej gęstej połaci,
inny potoczek puści swe wody i wpłynie w jego mokre zagrody…
życie nie bajka, lecz w leśną głuszę, niech chowa takie swe scenariusze.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 14.12.2016, 22:13

= Nierealnie =

Zapnij na szyi czasu obrożę,
pochwyć nurt strugi, co wodą chlusta,
połóż na wagę miłości siłę,
załóż kaganiec głupcom na usta,
spraw, aby wszystko co nie możliwe,
stało się chociaż prawdopodobne,
by to co ciężkie, nieokiełzane,
było przez krótką chwilę nadobne.

Mówisz: - Nie mogę, to niemożliwe,
co nierealne, też ma uroki…
- kiedy kończyłeś swoją wypowiedź,
wzrok twój skierował na tęczę kroki
i powędrował w krainę baśni,
gdzie i ja także pragnę się dostać,
może gdy w końcu wpadnę w nią wreszcie,
znajdę przypadkiem tam twoją postać.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 12.12.2016, 11:44

= Dobowy rytuał =

Wkracza powoli w aleję parku, snuje się jako dym z papierosa,
kładzie swe ciało na miękkiej darni, którą okrywa swym trenem rosa.
Leży w miękkości ździebełek trawy, jak w pałacowym sułtana łożu,
pławiąc się przy tym rozkosznie ciszą, podobną fali zefiru w zbożu.
Niebo też odzież skwapliwie zmienia, wkłada bonżurkę w barwach szarości,
owa wizyta, to już rytuał, w którym park w progach swych wieczór gości.

Lecz, szybko musi zmysły napełnić ową błogością anielskiej ciszy,
bo już hukanie nocnej strażniczki w swojej szarości donośne słyszy.
To sowa daje znaki swym głosem, że mrok wieczorny czerń nocy trąca,
jego idylla w owym momencie dobiegła właśnie swojego końca.
Ona rozleje czarny swój inkaust, przeniknie parku zieloną duszę,
rozświetli mroki gwiaździstym pyłem, snem zalewając głęboką głuszę.

Po długim dosyć sennym spacerze, świt noc leciutko promieniem gładzi
i jej czerń mroczną za górę z lasem w ciemności głuszy dzikiej prowadzi.
Ona swym ślizgiem zsuwa się z progów parku, co właśnie ze snu się budzi
i wita ciepłem pierwszych promieni mgłę,
która mleczność swą w owych studzi.
Z świtem się niebo także odziewa w lekkie falbany białej chmurności,
gdyż lada moment w progach parkowych dzień swym władaniem dłuższym zagości.

Dzień w parku zawsze światło rozdaje, wnika jasnością w kątki wszelakie,
wita się z sroką na czubku sosny, wróblem, gołębiem oraz ze szpakiem.
Gładzi swą dłonią trawnik mięciutki, wie, że tu wieczór relaks pobiera
i w norę myszki, małym paluszkiem z promienia słońca
ciepłem dociera.
Chodzi po parku w jasnym surducie, aż słońce promień ostatni skróci
i znów do parku, swoim zwyczajem na trawnik miękki
wieczór powróci.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 10.12.2016, 20:32

= Wieczorna wizyta =

Wkracza powoli w aleję parku,
snuje się jako dym z papierosa,
kładzie swe ciało na miękkiej darni,
którą okrywa swym trenem rosa.

Leży w miękkości ździebełek trawy,
jak w pałacowym sułtana łożu,
pławiąc się przy tym rozkosznie ciszą,
podobną fali zefiru w zbożu.

Niebo też odzież skwapliwie zmienia,
wkłada bonżurkę w barwach szarości,
owa wizyta, to już rytuał,
w którym park w progach swych wieczór gości.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 10.12.2016, 18:48

Powinno ci się współczuć, lecz we mnie nie budzisz tego uczucia. Jesteś agresywnym pionkiem, zatem nie dziwi nic.
Szukasz, węszysz...żałosne, szczurów!, o tak trafiłeś w sedno, jest was tu wielu. A jeśli chodzi o moje teksty, to za cienki jesteś, żeby do ciebie dotarły...i jeszcze jedno za każdym razem piszesz ' dość', 'żegnam' itd. zaprzeczasz sobie sam ...

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 10.12.2016, 17:34

Wynajdę twoją bande szczurów
Jak wiko, mango, kotek, toja2, aneta123...
apinianska a ostnio spoko
Nie masz ludzkich uczuć i niszczysz
Wszystkich, kto powiedział prawdę
Czego przykładem jest ten mój tekst
Powinno się ci współczuć, lecz budzisz nienawiść
Agresję więc nie mam dla takiego indywiduum litości, wpuszczę tyle samo szczurów do skrzyni
Za kolejne już bezczeszczenie pamięci
Kreaturo grafomańska o faszystowskiej naturze
Dość.

  • Autor: strzelec Zgłoś Dodany: 10.12.2016, 14:15

= Moja furtka =

Co dzień kolejne drzwi zatrzaskuję, za nimi tylko czas, przemijanie,
które zostawia smaki bytności, słodkie lub gorzkie na pożegnanie.
Jedne zamykam, otwieram drugie, gdyż los mi klucze do nich podaje,
czasem za nimi droga jest prosta, a czasem trzeba iść na przełaje.

Jest pewna grupa dla mnie zamkniętych, tym łom od losu nie daje rady,
by je sforsować, potrzeba zębów, które udźwigną pohybel zdrady.
Wolę swe furtki dnia codziennego z śpiewnie skrzypiącą szczęką zawiasów,
bo chociaż ciężko się otwierają, chronią od chłodu oraz hałasu.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 10.12.2016, 12:56

Zanurz się w bajki mojej potoku,
popłyńmy razem w kraje nieznane,
dotknijmy dłonią z ziemi obłoków,
by zamieniły się w morską pianę,
odsuńmy na bok wszelkie zmartwienia,
na hamak marzeń złóżmy zachcianki,
pójdźmy na spacer mostem tęczowym,
kąpiąc się w deszczu mżystej firanki.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 10.12.2016, 09:07

zaś wczesnym świtem pomalujecie wraz z mrozem szyby w matowe łąki, na których barwą chłodno - lodową falują w locie śnieżne skowronki.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 10.12.2016, 07:48

= Znów biało =

Cisza twa zimna, ale puszysta, zgrabnie opada każda jej nuta
i już po chwili połać osnuta jest twą potęgą; jakby na drutach
dziergane całe pola i łąki w paczworki barwy w stu kolorytach,
cała kraina tonie w materii siły, co w tobie siedzi spowita.

Mróz do jeziora sunie w takt wiatru, aby uczynić cud z tafli wody,
będzie podziwiać w lustrze srebrzystym śnieżysto - białą gładź twej urody,
otulisz swoim grubym woalem, jak dama lisem nagich drzew szyje,
nim wiatr welony zamieci śnieżnej, jak tuman piachu pod niebo wzbije.

Targana wichrem w mocy lodowej, rozrzucisz sople pod dachy, strzechy,
zamrozisz wszystkie mroczne uczynki, zwady, niesnaski i drobne grzechy,
oko podkreślisz dymem z komina, rzucisz na usta jedną z barw słońca
i będziesz w szumie ciszy swej zimnej, chłonąć minuty dnia tego końca.

Nocą zaś w lekkiej poświacie Luny, przyjmiesz odcienie wszelkiej szarości,
która odbijać będzie jej bladość fioletem w ferii ostrej szklistości;
prawie bez wietrznie, gdyż wiatr z demonem znajdą sen w swoim starym kominie,
który pod cienką warstwą lodową wąziutką stróżką potoku spłynie.

Z szumem uniesie się i zapuka w progi komina, aby zasnęli,
a ty wciąż będziesz sypać z rąk zimnych puszyste kwiaty śnieżystej bieli,
zaś wczesnym świtem pomalujecie wraz z mrozem szyby w łąki matowe;
my otulimy mufkami dłonie i osłonimy czapami głowę.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 09.12.2016, 19:48

= Mój czas =

Zobaczyłam dziś w mym lustrze czasu wizerunek,
jest wyryty nań uśmieszek i lekki frasunek,
przymrużyłam nieco oczy i weń wręcz wniknęłam,
teraz całą jego prawdę dokładnie pojęłam.

Przemijaniem on zmęczony, zawiłością bytu,
a do tego trzeba siły i nie lada sprytu,
zatem chyba trochę dodam mu od się zachęty
i wygładzę swym spojrzeniem niektóre zakręty.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 09.12.2016, 17:42

= Jak bibuła zmięty =

Snują się po głowie jak w kajdanach spięte,
myśli moje biedne, w dyby siłą wzięte,
wloką się po mózgu pod powałą czachy,
targając na strzępy w trwodze swoje łachy.

To krążą leniwie, to znów przysiadają,
a przy tym w zadumę męczącą wpadają,
nie mają spokoju, szarpane kłopotem,
aż czoło me całe zalane jest potem.

I do tego jeszcze napinają nerwy,
pozbawiając ciało pozytywnej werwy
i wszelakiej siły, gdyż życia zamęty,
robią ze mnie papier jak bibuła zmięty.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 09.12.2016, 17:30

= Zdrada...i po =

Ktoś wypił twe wino, plama na honorze,
skosił swoim sierpem twoje własne zborze,
omłócił doszczętnie i napluł ci w kaszę,
założył na stopy najlepsze kamasze.

Impreza skończona, już po sianokosach,
ale jeszcze czujesz jej zapach we włosach,
więc może spróbujesz, w rękawie As siedzi,
a czas niecierpliwy krok twój każdy śledzi.

On ma w swej apteczce, lek na twoje rany,
łata dosyć często takie ludzkie stany
i pomoże kiedy karta przetargowa,
wizerunek własny jak struś w piachu schowa.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 08.12.2016, 16:21

= Noc =

Czarna satyno za oknem z cicha
lekko falujesz kotarą mroku,
gwiazdy swym światłem cię rozświetlają,
jak szkliste perły w głębinie wzroku.
Suniesz materią swą półprzejrzystą,
ciągiem alei w parkowej głuszy,
kot tylko słyszy wolne twe kroki
i murmurandem ciszę twą kruszy.
Nie zmąci jednak twej spokojności,
lecz doda głębi ciszy matowej,
już podał akord solistce nocy,
cykadzie w kryzie półksiężycowej.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 08.12.2016, 16:01

= Strzeżonego itd... =

Nie oglądaj się za siebie, kiedy kroczysz drogą życia,
czasem los ci nań położy mały gwoździk dla przebicia,
dętki w kole twej jedynej, zapas garstka z nas posiada,
a na jednej kroczyć stopie, to wyzwanie jest nie lada.

Patrz pod nogi z czujką w nosie, uszy trzymaj na basseta
i choć oczy masz otwarte, to udawaj raczej kreta,
los to psotnik, kombinator, czasem łechta, czasem gani,
więc choć masz automat w domu, nie wyrzucaj z strychu Frani.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 08.12.2016, 12:17

Wiersz o poetach...

Piszemy o miłości, uczuciu samotności,
o szarej nucie życia i jego zawiłości,
o dobru, które w koło i sile zła w ogromie,
o duperelkach małych, a także wielkim gromie.

Tematów cała masa, tytułów wielka kupa,
piszemy dla swej sławy (tu trzeba iść po trupach)
lub tylko do szuflady, by zrzucić myśl swą z karku,
choć tyle ona warta, co zeschłe liście w parku.

Czytają nas z zapałem, klaskają malej grupce,
ktoś może w ich rytm nawet wykrzesze nam chałupce,
a może tak zwyczajnie, naciśnie trzy klawisze
i całkiem od niechcenia, wiersz o nas nam napisze.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 08.12.2016, 11:46

= Na deszcz, nie pogodę...=

Jeszcze nie skończyłeś dzisiejszej wizyty,
a już tarcza słońca raczy nas czerwienią,
gdyż chmury wieczorne oplatasz skrzydłami
i przez to różami faliście się mienią.

Błękit nieba tonie w peniuarze różu,
postać twa rozmyta weń się miękko wtula
i z blaskiem promieni zmęczonego słońca,
chmury delikatnie jako dziecię lula.

Wiej, szaleńcze wietrzny, szarp białe obłoki,
rozgoń nad polami szarości srebrzyście
i chociaż nam nie w smak deszczu peleryna,
przyniesiesz już jutro chłody tkane dżdżyście.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 07.12.2016, 14:00

= Kwadratura koła...=

Kwadratura koła, czyż nią nie jest życie,
bytność, gdzie co chwilę na kanty wpadamy,
a i często sami, nawet w błahych sprawach,
skrzętnie je w kosteczkę sami układamy.

Niby koło życia, a załamań tyle,
zakrętów badanych organoleptycznie,
czasem się zdarzają nam w sferze duchowej,
ale jednak częściej realno-fizycznie.

W kole wirujemy, lecz często trącani,
wpadamy w kąt ciasny, ciemny zakamarek,
być może dlatego, chociaż w zgodzie z Bogiem,
dla diabła trzymamy pod piętą ogarek.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 07.12.2016, 13:42

= Wraz z Piotrusiem Panem …=

Czy człowiek bez marzeń, to pusta istota,
jak robak, co ziemię przez gardziel przepuszcza;
czy każdy myślący, a jednak bez planów,
zamienia się w suchar, by okruch swój złuszczać.

Realność do bólu, jak robot w swym ciągu,
świadomość utkana na kanwie szarości,
gdzie śmiech razem z smutkiem przeplata swe wątki,
a iskra bajania, nie może zagościć.

Nie, jednak to sapiens, więc widać nadzieję,
że kiedyś zaglądnie w najgłębsze dno duszy
i mury szarości w krainie ułudy,
wraz z Piotrusiem Panem różdżką jego skruszy.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 06.12.2016, 16:24

= Mikołaj-ki =
Płyną zaprzęgi w chmurach z darami,
dla wszystkich dzieci na całym świecie,
więc bierzcie ku nim, ile sił w nogach,
pewnie dla siebie coś w nich znajdziecie.

Mikołaj, który nimi kieruje,
obdarza dobrem oraz radością,
a Elfy rózgi wręczają takim,
którzy trzymają sztamę ze złością.

Płyń Mikołaju ponad dachami,
syp złotym pyłem z worka radości,
niech dzisiaj w każdym sercu dziecięcym,
szczęścia choć mała iskra zagości.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 06.12.2016, 12:40

= Jesienno-zimowa odsłona =

Przez przerzedłe włosy wiatr pióra przerzuca,
deszcz kroplami chlusta w twoją twarz matową,
ty zaś stoisz prawie całkiem nieruchomo,
obserwując z cicha scenerię morową.
Jest nią podest z darni przygniło zielonej,
niby dywan z twoich, teraz zeschłych włosów,
w tle widnieją takie jak i ty postaci,
które także milczą, nie podnoszą głosu.

Głos zaś mają wiatru szumne skrzydła w locie,
deszczu skoczne krople i ptactwo zimowe,
które zagnieździło się w rzadkich konarach,
ozdabiając twoją prawie łysą głowę.
Tak, stary platanie, zima już za pasem,
wnet dostaniesz od niej czapę śnieżnobiałą,
a mróz ją pogładzi swym przenikłym chłodem,
aby była mocną i jak sopel trwałą.

A jak wiosna znowu na twą scenę wkroczy,
będziesz miał już bujną, zieloną czuprynę;
lecz na razie zima ozdobi twą głowę,
a ja się owinę w ciepłą pelerynę.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 06.12.2016, 12:39

= Sukces =

Sukces, pojęcie tak bardzo względne,
lecz zawsze pełne dobrych emocji,
związane z szczęściem oraz radością,
jest darem losu, jego promocji.

Wzbogaca wnętrze, jest jako kipiel,
gejzer gorącem wytryskujący,
jest iskrą ognia w nas się tlącego,
jest jako czujnik zapalający.

Życzmy go sobie w każdej dziedzinie
w małych drobnostkach i w sprawach dużych,
bo on wyłania się jako słońce,
po czasem wieki trwającej burzy.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 05.12.2016, 15:12

= Piwowar =

Tak trudno pogodzić się z losem, gdy daje nam swe scenariusze,
czasem są one jak łuki dalekosiężne lub kusze,
jednak najczęściej podkłada, coś na kształt procy z kamieniem,
a to przynosi rozterki i ciągłe niepowodzenie.

Nigdy nie zerknie na karty, przez nasze myśli spisane,
często jak super scenopis na tacy prawie podane,
wciąż tylko jego ostatnie i nienaruszalne słowa,
nasze marzenia dla niego, to pusta i drętwa mowa.

Nic nie poradzisz człowieku, musisz grać rolę żywota,
modlić się trzeba, by tylko nie wręczył ci w worku kota,
pijmy i jedzmy na zdrowie oraz pracujmy i żyjmy
i co nam los nasz nawarzy z uśmiechem haustem łyknijmy.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 05.12.2016, 14:38

= Sąsiedzi z jednej ulicy =

Żyła w jednym domu kolegów gromadka,
była to na kurzej nóżce mała chatka,
stały w niej pokoje, po sześć z każdej strony,
by swobodnie mogły gadać panów żony.
I zawsze w potrzebie sobie pomagali,
dobry sąsiad w domu, to dzisiaj się chwali,
gdyż każdy z kamratów inny fach posiada
i swoje usługi drugiemu przedkłada.

Pomagali w biedzie, w radości i smutku,
w robótkach domowych, a także w ogródku,
byli jako wiata w czasie niepogody,
pilnująca swojej przed deszczem zagrody.
Każdy z nich miał imię dosyć swojsko brzmiące,
nazwy te są z nami kiedy świeci słońce,
kiedy liść opada i śnieg mocno prószy,
gdy gorąco w plecy i gdy marzną uszy.

Jest pan Styczeń Zimny, Luty Lodemskuty,
Marzec Znagłaciepły, Kwiecień Kwiatemsnuty,
Maj Majemutkany oraz Czerwiec Ciepły,
Lipiec Wręczgorący i Sierpień Okrzepły.
Ostatni po lewej to Wrzesień Warzywny,
a także Październik ( z niemieckiego) Piwny
oraz pan Listopad Słotnawozłocisty
i na samym końcu pan Grudzień Śnieżysty.

I tak sobie żyją w swojej małej chacie,
popijając winko, wspólnie piorąc gacie,
pod jednym adresem na ulicy Roku,
gdzie dzień i noc wzajem mierzą długość kroku.
Zapatrzył się Styczeń na sople Lutego,
pomyślał: - Podkuję oba buty jego,
musi owe wzmocnić, bo mróz na nań zerka
i o chłodzie wielkim wróbel w polu ćwierka.

Marzec razem z Kwietniem zupę uwarzyli,
bo Marcowi właśnie nowy gar kupili
i będą ją jedli wraz z Majem na łące
i liczyli kropki na każdej biedronce.
Czerwiec razem z Lipcem na Sierpień czekają,
bo jego wieczory wytchnienie im dają,
od gorąca które z ich wnętrza wciąż bije,
od czubka sandała, aż po samą szyje.

Wrzesień i Październik pracują bez przerwy,
a do ich roboty trzeba wiele werwy,
bo warzyw, owoców czeka ich zbieranie,
a jeszcze Listopad także czeka na nie.
Jemu także bardzo potrzebne są kosze,
lecz zamiast trzewików na nogach kalosze;
on musi wyzbierać liści całe stosy,
przy takiej robocie marzną strasznie nosy.

Zatem bieży Grudzień z szalikiem cieplutkim,
przeziębienie daje dosyć przykre skutki,
a za moment Styczeń z Nowym Rokiem wkroczy
i śnieżkiem drobniutkim sypnie wszystkim w oczy.
Tak to wspomagają siebie przez rok cały,
którego imieniem ulicę nazwały,
gdyż to wspomaganie w takim mija czasie,
bo na kalendarzu każdy dobrze zna się.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 04.12.2016, 15:57

= Mgła nocną =

Niby gęstwa garncarska, w krajobrazu foremce,
wciska się swoim ciałem puszystym
i oblepia ją całą, zamazując kształt ciałem,
mleczno szarym i pół przezroczystym.
Swą gęstością matuje, każdy szczegół najmniejszy,
zjawy tworzy z szat swych woalowych,
stoją one przy szosach, zapadlinach, urwiskach,
każda z nich jako jeździec bezgłowy.

Inne znów lewitują, gdyż w niej nogi spowite
jak w kajdanach zakute i spięte;
ona zaś wciąż napiera, łapiąc w dłonie łapczywie
dukty w sile snu właśnie zaklęte.
Nocna mgło snuj się lawą, poprzez pola i łąki,
lisie jary we wrzosach skąpane,
a gdy świt dzień powita, rozłóż skrzydła na wietrze,
i odpłyńcie w krainy nieznane.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 03.12.2016, 17:47

= Bez emocji =

Patrząc pustym okiem można wiele widzieć,
bez mrugnięć, powoli spisujesz obrazy,
taki film w swym ciągu jest jak metr krawiecki,
jednak jest ciekawy, gdyż bez żadnej skazy.
Są w nim kadry, ale nie ma komentarzy,
zbędnych, niepotrzebnych, niby obiektywnych,
ale także nie ma naszym zdaniem trafnych,
w wyostrzonej barwie, własnych, subiektywnych.

Uszy dotrzymują kroku, biernym oczom,
omijają dźwięki, by film był przejrzysty,
zabrudzony matem, choć jednego słowa,
staje się realny, zatem lekko szklisty.
Podzielony murem , nie jest już dziewiczy,
jakby zlany deszczem, chłodnym, niby w słocie,
często bowiem bywa, że słowo to niszczy,
wtedy cały obraz tonie w gęstym błocie.

I nie ważna jego struktura i kolor,
temat, ani także długości przekazu,
ważne, że po chwili, gdy oko nasycisz
nabiera swej głębi, ramy i wyrazu.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 02.12.2016, 17:44

= Asymetria =

Świat w paradoksach, jak obraz twarzy
w asymetrycznym układzie prostych,
gdyż lustra tafla straciła gładkość,
przerwawszy wszystkie graniczne mosty.

Waląc łbem w ścianę, zerkasz w bajoro,
tu asymetria linii falistej,
przytaczasz w myślach obraz właściwy
w formie realnej, aczkolwiek mglistej.

Mglistej, gdyż dosyć dawne to dzieje,
kiedyś był dzieckiem w czynach i w mowie;
dziś realizmem jest świat Picacca,
ręka na karku, stopa na głowie.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 02.12.2016, 11:33

= Nasza planeta =

W koło Macieju, ciągle w swym wirze,
pędzisz po torze ci wyznaczonym,
we własnym tańcu biegnąc przed siebie ,
lecz w sile mocy swej ujarzmionym.

Jasność i ciemność cię opływają
jak lukier biały i czekolada,
a w drugą nutę światłość się wdzięczy
i cztery takty w rytmie podkłada.

Ubrana przy tym w suknię niebieską
z elementami płatów zieleni,
w pląsach tych cała w swej kulistości,
jako szafiry w czerni się mienisz.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 25.11.2016, 18:11

= Jesienne oblicze =

Jakże opisać, słów zbyt jest mało,
na twe odsłony w barw kolorycie,
którymi karmisz oczy łakome
i szumem wdzięczysz się przy tym skrycie.
Chłonę zmysłami twą doskonałość,
ferią odcieni, matów i blasków,
jesteś urocza w słonecznej nucie,
kiedy spozieram na cię o brzasku.
Koisz me zmysły, działasz jak balsam,
w złocieniach ciepłych, zgniłych zieleniach,
a najwspanialsza jesteś wieczorem,
kiedy matujesz cerę w półcieniach.
Tak mi się jawisz w ciepłym obrazie,
którego płótno beżem jest zlane,
jest jak ocean, po którym płyną
żaglowce z liści w słońce odziane.

Inna odsłona twojej natury,
równie jest pełna piękna, uroku
ciemna, zmęczona, prawie ponura
zastygła w cichy, jakby w pół kroku.
Tu słowa padną wodą zbryzgane,
zmoknięte świsty wiatru je zwieją,
są jakoś dziwnie w szumie swym ciche,
przetkane mgławą bieli nadzieją.
Słota w szarościach barwach cię tuli,
opończę mżawki na kark narzuca,
lodowa nuta chłodnego wiatru
wdziera się w twoje zapadłe płuca.
Czemu zapadłe, gdyż całkiem nagie,
odziane z liści, puste konary,
które czekają na czas łagodny,
gdy wiosna swoje przyniesie dary.
Jednak na razie, blada twa skóra,
smagana zewsząd w chłodzie się miota,
jakaż jest z ciebie, przedziwna w rytmie
i urokliwa niema istota.

Niema, a jednak mówisz swą barwą,
wołasz do zmysłów, wnikasz w zachwycie,
dajesz tak wiele i ubogacasz,
me także zmienne kobiece życie.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 25.11.2016, 06:52

= Grzesznicy =

Znów zgrzeszyłeś człowiecze uczynkiem,
który duszę twą ciągnie w zła stronę,
chociaż wiesz, że masz czas nie poznany,
a twe dni skrzętnie są policzone.

Jednak w swym zaślepieniu trwasz twardo
i nie myślisz o karze za winy,
wtedyś w oczach szatana marnotą,
która sama się pcha w szpony drwiny.

Zmień poszewki na swoich poduchach,
zaczerp wody u źródeł czystości,
popatrz w stronę, gdzie jasność spowita,
daj swej duszy, gram chociaż miłości.

I poszukaj, tych którzy ci katem,
aby oni w twą drogę ruszyli,
w końcu jesteś stworzeniem ułomnym,
które czasem po prostu się myli.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 24.11.2016, 13:17

= Szaruga =

Zagraj walca mi słotna szarugo,
z mżawki wilgoć dziś twymi nutami,
wiatr za rogiem już cicho szeleści,
strojąc liście szklistymi kroplami,
które deszcz podarował mu w locie,
kiedy chmura swe oczy zmoczyła;
zagraj proszę szarugo melodię,
bym w sny myśli swe gładko wtopiła.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 24.11.2016, 13:15

= bezsens =

Stoi kubek z herbatą zieloną,
wino też woła o skosztowanie,
a mnie czeka kolejny dzień życia,
to doprawdy nie lada zadanie.

Parzę usta napojem gorącym,
płynie w głąb mego wnętrza powoli,
czuję niesmak, być może i jego
zamiast cukru, ktoś głowę posolił.

Suchym okiem spoglądam przed siebie,
prosta droga się ciągnie jałowo,
ktoś zapyta:- Czy wszystko w porządku?,
powiesz: - Tak, choć cóż warte to słowo.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 20.11.2016, 16:07

= W kąpieli deszczu =

W stawie bursztynowym deszcz kąpie swe krople,
już niedługo zima zamieni je w sople,
suche fale z liści zastygną w bezruchu
i nie będą miały dla wiatru posłuchu.

Jednak jak na razie szarżują na fali,
wichru ramion piórnych, co płynie z oddali
i niosą jak barki pasażerki szkliste,
dziergane przez chmury biało- jedwabiste.

Akweny z listowia, stawy, oceany,
morza jantarowe, a na nich tumany,
zakręconych w tangu, wartko wirujących,
liści lekko zeschłych, z deszczem spadających.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 15.11.2016, 16:37

= Prześwit =

Choć smagani widmem śmierci,
wciąż idziemy w tło wpatrzeni,
wodą deszczu oblewani,
w pakamerze światłocieni,
kalejdoskop życia w wirze,
my zmieszani z pyłem tłumu,
jeszcze żywi, chociaż martwi,
w gramach światła i rozumu....

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 15.11.2016, 16:19

Kiedy przejdziesz już całą materię,
gdy przenikniesz futrynę tych drzwi,
sprawdź, czy nawet maleńkim choć klinem,
promień szczęścia na klamce ich tkwi.
Popatrz wtedy w dal z sercem otwartym,
to znak dobry, więc krocz prosto weń,
ale słuchaj do końca swych myśli
i ostatnich w odejściu twych tchnień.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 14.11.2016, 17:25

W strumieniach słów strumienie snów, poezji świat zawiany,
przenikasz go, gdy płyniesz nań w swych marzeń oceany.

Odrywasz się od szarych płyt, uliczek i chodników,
unosisz w górę, czujesz szept dwóch bezcielesnych smyków.

Wiatr trzyma w skrzydłach jeden z nich i pióra nimi gładzi,
a drugi przez drzew zwarty mur, swym głosem go prowadzi.

To echo, które nuty gra, jest jako kanwa słowa,
którego szumem wiatru jest świszcząca w liściach mowa.

Pogodny czas dla duszy mej, w niej czuję blask księżyca,
gdy gwiazdy senny dają znak w migotach srebrząc lica.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 14.11.2016, 16:29

Tchnienie, tęcza, woda, ogień,
chmura w ruchu swym rozmyta,
są to siły Twej przejawy,
w nich głębinie jest spowita.

Po cóż złoto, gdy bogactwo
takie od Cię dostajemy,
szkoda tylko, że z opaską
grzechu w życiu wędrujemy.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 14.11.2016, 11:05

= Wena =

Ma wena jak nici pajęcze się snuje,
jej wątek, osnowę ma bytność buduje,
koloryt za oknem, powietrza struktura,
deszcz, słońce za chmurą i wietrzyk, gdy hula.

Czasami to płomień, tańczący za szybką,
gdy w wirze wykręca swe ciało dość gibko.
Tematy są wszędzie, je życie podkłada,
gdy karty na stole do gry swej rozkłada.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 14.11.2016, 11:04

= Ciała i duszy podboje =

...dotykaj,
muskaj, spragnione usta,
chusta
ma w dłoni,
goni
mnie twa pusta dłoń,
wejdź w mą toń,
popłyniemy,
wejdziemy
w nowe wymiary,
dary
damy oboje,
kiedyś osobno, teraz we dwoje...

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 08.11.2016, 17:39

= Przeciw przeznaczeniu =

...nie, nie zmienisz przeznaczenia, ni natury,
zawsze będzie płynąć wartko czas ci dany,
nawet jeśli, zgasną wszystkie świece wokół,
on cię weźmie, kiedy zechce w śmierci bramy.
Nie udawaj wilka wyciem swym w noc ciemną,
być człowiekiem, to jest zaszczyt wprost od Pana,
a śmierć po to do nas idzie czasu drogą,
aby miłość wieczna była nam podana...

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 06.11.2016, 11:47

= Przeciw przeznaczeniu =

...nie, nie zmienisz przeznaczenia, ni natury,
zawsze będzie płynąć wartko czas ci dany,
nawet jeśli, zgasną wszystkie świece wokół,
on cię weźmie, kiedy zechce w śmierci bramy.
Nie udawaj wilka wyciem swym w noc ciemną,
być człowiekiem, to jest zaszczyt wprost od Pana,
a śmierć po to do nas idzie czasu drogą,
aby miłość wieczna była nam podana...

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 06.11.2016, 11:47

Żleby...

Dal przemijania widzą me oczy
w tafli lustrzanej zmarszczka się nurza,
źrenice, lekkie matem sprószone,
na głowie siwo-beżowa burza.

Wzrokiem łagodnym gładzę me lico,
ślę jemu uśmiech, ot filuterne,
a on go do mnie mgnieniem oddaje
i ślemy sobie uśmiech wzajemnie.

I chociaż czas już przerył twarz dłutkiem,
to jak na razie łagodna zmiana,
chociaż jak dla mnie teraz zniszczona
jest już na zawsze frontowa ściana.

Czas ładnie leczy, myśli rozdarte,
swym przemijaniem jak balsam działa,
lecz pozostawia po tej kuracji twarz,
przeoraną jak żlebem skała.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 06.11.2016, 08:54

...bez tematu

Brak tematu, czy to wada, pisać o czymś, to wypada,
bez tematu nie ma tła, jakby linia ciągła szła.
Pustosłowia wiele w życiu, głównie bywa po przepiciu,
a i często się to zdarza, gdy swą paszczę ktoś wyparza.

Można pisać też na siłę, lecz to nie jest wcale miłe,
a i nie ma to wyrazu, jako rama bez obrazu.
Lecz tu można znaleźć słowo i powiedzieć to i owo,
o tej ramie, jej strukturze, wręcz wywołać słowną burzę.
Zatem temat jest gotowy, czasem przyjdzie nam do głowy,
by bez większych dylematów, coś napisać bez tematu.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 05.11.2016, 17:24

...że nasze myśli ku nim zmierzają.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 04.11.2016, 15:53

= Znicz =

...nie jest on słońca jasnym promieniem,
lecz swą światłością gładzi ciemności,
roznieca siłę jej ciężkiej czerni
i w sercach naszych miejsce tym mości,
którzy choć teraz w innym wymiarze
i innym wzrokiem na nas zerkają,
to wiedzą przez ten taniec płomienia,
że nasze myśli wciąż pamiętają...

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 04.11.2016, 15:52

= A kiedy...=

A kiedy mnie zabraknie, to będzie świecić słońce
i każdy kij wciąż będzie posiadał swe dwa końce.
I będą śpiewać ptaki i będą szumieć drzewa
i zieleń będzie świeża, wiatr będzie tańczyć w krzewach.
A Ziemia, będzie dalej w swym wirze się kręciła
i dalej będzie jawa i magii sennej siła.
Zaś w kartkach pozostanie okruszek mej bytności,
że kiedyś taki ktoś, jak ja tu wśród was gościł.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 03.11.2016, 19:37

= Kolędowanie z wiatrem = =

Czysty obrus i sianka ździebełka,
biel opłatka i mokry policzek;
wiatr za oknem, wciąż szuka schronienia
w zakamarkach wąziutkich uliczek.

Zza ścian słychać wesołe kolędy,
radość z nowej maskotki lub lali,
a mu toczy łza rowek w policzku,
jak wiatr, który się ślizga na hali.

Samotniku stań w oknie otwartym,
zaproś wiatry z wszech kierunków świata,
niech uniosą na skrzydłach kolędę,
która w pióra ich mocą się wplata.

Zaśpiewajcie na głosy dla Pana,
który wkracza dziś waszą samotność,
dając głos ludzkiej prostej istocie
oraz wiatrom wytrwałość i lotność.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 03.11.2016, 19:12

= Wigilia na dwa głosy =

Opłatek na stole, świeca ogniem płonie,
do modlitwy składa swe zmęczone dłonie;
i choć oprócz swego jeden oddech słyszy,
małej, przestraszonej w kącie szarej myszy
i skupia uwagę, a jego źrenice,
szerokie są teraz jak wielkie donice.

To On wszedł do środka tej wigilii w ciszy,
samotnik to czuje i głos Jego słyszy,
będą celebrować Jego narodzenie,
co w smutnym żywocie daje ukojenie
i teraz we dwoje będą jeść wigilię,
celebrując przy tym boskości homilię.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 03.11.2016, 08:46

Białym obrusem pola zasłane,
dachy w pierzynach z puchu zimnego
i nawet komin założył czapkę
i dym leniwie sączy się z niego.

Zimowa aura świat otuliła,
w bieli skąpany krajobraz cały,
to czas wyciszeń, przygotowania,
dla Tego, który w blaskach swej chwały,
zejdzie na ziemię dla nas maluczkich
i w nasze domy ciepło wprowadzi,
to okres, w którym nawet pies bury
z kapryśnym kotem już się nie wadzi.

Śpiewajmy glorie ciepłem przetkane,
choć w szyby mrozem zima nam stuka,
może i ona ciepła w swej bieli,
aby się ogrzać dziś także szuka,
bo to czas cudów i dziwów wszelkich,
cieszmy się ciepłem miłości Pana,
dziś nawet śnieżki w słońcu się mieniąc,
są jako słodka bita śmietana.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 03.11.2016, 07:54

= Pory życia =

W porach roku jest zawarty świat człowieka,
na te pory z namaszczeniem winien czekać,
słoty, deszcze, burze, grady weń wplecione,
a i słońce często zerka w ową stronę.

Zatem siądźmy na werandzie przy wieczorze, obserwując barwne tęcze, mroźne zorze
i przyjmujmy po kolei pory roku,
dotrzymując w tańcu im miarowo kroku.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 29.10.2016, 13:16

Przykryta ciemnym sombrerem niebo,
gdy noc oswaja oczy w ciemności,
zaś lazurytem gładzi nam rzęsy,
gdy słońca promień od świtu gości.

Naszym pancerzem jest w życia pędzie,
kryzą i tarczą przed czernią ciszy,
w której jest magia dziwna ukryta
i tylko ona swe echo słyszy.

Wszechświat ją trąca swoją potęgą,
ona się zdaje być ospała,
lekka, w swym macie połyskująca,
a w swojej mocy twarda jak skała.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 29.10.2016, 12:35

Zaduszkowy tan

Dziś już tylko takt wycia dusz smętnych,
wiatr im w ciszy cmentarnej wtóruje
i gdzieś puszczyk siedzący w ciemnościach
swą solówką im w takt pohukuje.

Tańczą duchy na płytach grobowych,
lecz niech nas na ten parkiet nie proszą,
śmierci ostre jak brzytwa ramiona,
zrobią to z dużo większą rozkoszą.

A na razie popatrzmy w czas przeszły,
i przytulmy do piersi wspomnienia,
może cud jakiś z nagła się zjawi
i poczuje się znów zapach tchnienia.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 29.10.2016, 09:07

Odeszłam

Marzyłam, lecz los zrobił swoje, realność do brzegów dobiła i wszystkie marzenia potęgą swej siły w perzynę zamieniła...

Wciąż kocham, lecz teraz z daleka, być może to miłość mocniejsza, choć smutek i żałość w niej siedzi i czasem ją nieco pomniejsza...

Wierzyłam, bo nic nie zostało, prócz ran oraz strzępów z struktury, tak jest kiedy zamiast człowieka, na drodze twej stanie pies bury...

Błądziłam, a teraz mi tylko zostało być w latarni światłem, dla niego stać w miejscu to gratka, więc chyba to dosyć jest łatwe...

Odeszłam, marzyłam, kochałam, błądziłam, bo ludzką to rzeczą, lecz pewnie, te psy co mnie gonią i tym słowom również zaprzeczą...

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 29.10.2016, 07:34

Przykryta ciemnym sombrerem niebo, gdy noc oswaja oczy w ciemności, zaś lazurytem gładzi nam rzęsy, gdy słońca promień od świtu gości. Naszym pancerzem jest w życia pędzie, kryzą i tarczą przed czernią ciszy, w której jest magia dziwna ukryta i tylko ona swe echo słyszy.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 27.10.2016, 15:03

= Szata nocy =

Skąpana w Luny czystej poświacie,
balsamem gwiezdnym pieści swe wdzięki,
jest już gotowa do przyodziania
swej granatowoczarnej sukienki.
Ona swym blaskiem, lekko migocząc
senności nicią ma stójkę tkaną,
widzimy właśnie noc w pełnej krasie,
w ciemności gładkiej szatę odzianą.

Zaś na jej trenie z wolna się snują obłoki szare
i srebrnobure, za nimi zorza z lekka się wije,
seledynowym woalu sznurem.
I w takiej oto scenerii cichej,
sen w nasze myśli oddech swój wtłoczy,
wystarczy tylko podać mu ręce
i zamknąć z wolna zmęczone oczy.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 26.10.2016, 11:17

= Pod platanową koroną =

Kiedy cię w parku naszym sadzili,
mój głos doniośle w kołysce kwilił,
życie nam właśnie podarowano,
wraz z nim los swoje dołożył wiano.
Czas płynął wolną lub szybszą strugą,
dzieje przeplatał panem i sługą
i tak wzrastaliśmy w swojej sile,
łykając szczęścia ulotne chwile.

Pory też roku nas dotykały,
czasem upojnie skórę głaskały,
zaś innym razem drapały one,
mi wiatrem w oczy, tobie w koronę.
Burze i deszcze, wichry i słota,
los nami targał, na boki miotał,
lecz czasem dawał też ukojenie,
słonecznie ciepłe, życia promienie.

Dziś jesteś starym łysym platanem,
ja zaś bez ucha zniszczonym dzbanem,
bo tak jak ciebie jesień leciwa,
mnie przeniknęła losu cięciwa.
Jestem jak twoja łysa korona,
którą wiatr smaga w nagie ramiona,
lecz mam nadzieje, że zima czapą
otuli w puchu myśl mą jak kapą.
A za czas jakiś znów przyjdzie wiosna,
ty będziesz bujny, a ja radosna,
chociaż będziemy w swojej jesieni,
losem i jego harcem zmęczeni.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 24.10.2016, 11:44

Siedzi na cmentarnej ławce dusza smutna: - Ależ mnie spotkała przypadłość okrutna, wieki już tu leżę, krzyżyk wiatr wywalił, ależ los mnie strasznie na kolana zwalił. Inna usłyszała, też z starego grobu: - Co tak strasznie jojczysz, najadłaś się bobu, przecież nie masz zada, wiec nie puścisz bąka, po za tym tu tyle innych dusz się błąka, a mówiąc po prostu tutaj nie wypada, to była by przecież zwyczajna żenada. ..wielkie mi tam, cuda, że grób bez krzyżyka, każda z nas w zaświatach jak zefir pomyka. Czy żeś jaka dama, że musisz się stroić, albo młody fircyk, co chce niepokoić swoimi wdziękami dziewczynę niebogę …oj, ja cię doprawdy zrozumieć nie mogę.
- A powiedz mi duszo, jak się nazywałaś, jak jeszcze swe ciało w dobrodziejstwie miałaś… byłaś pewną Baśką i kiecke nosiłaś i chłopów swym biustem do śmierci wabiłaś. Tam dwa Józki leżą, Stasiek oraz Mania, co dupinę miała wielgachną jak bania, a ja wieki całe jakieś imię miałam, a wczoraj, pac nagle, całkiem zapomniałam. Pal licho, czy Wojtek, Ruzia czy Natalka, ale chociaż wiedzieć czy spodnie, czy halka…
- Ach, to o to chodzi – dusza się zaśmiała i przez wazką dziurkę w grub tamtej wleciała, lecz zaraz wylazła, bardzo zamyślona podnosząc do góry kościste ramiona – Powiem ci, myślałam …wejdę jej w miednice, powącham, posprawdzam ciała okolice, chociaż części miękkie dawno się rozwiały, kości nadal całe, choć szare zostały. Z nich, myślę wybadam, sukienka czy pory, powiem ci ma duszo, że masz kłopot spory. Sory, ale tobie nikt już nie pomoże, przepadłaś z kretesem, jak na deszczu zboże.
- Nie dałaś dokończyć mi mego wywodu, mówiłam, że wietrzyk narobił mi smrodu, że połamał krzyżyk, ale też rodzinka… dlatego, tak zwiędła z żalu moja minka; tuż po mojej śmierci, ciało me spalili, a resztki w pudełko maleńkie wsadzili i zostałam teraz jak ta w proszku zupka, miast pięknej trumienki, mała prochu kupka. Na krzyżu był napis z imieniem calutkim, takie to wybryków wietrznych smutne skutki; na urnie też pisze, lecz samo nazwisko i B z małą kropką koło niego blisko, ale czy to Baśka, Bartek czy Beatka, to nie rozwiązana po dziś dzień zagadka.
Chociaż w innej części tego cmentarzyska, siedzi owej duszy, jedna dusza bliska i też nie wie jakiej płci, kiedyś była, bo ciało rodzinka wspaniała spaliła. Owszem napis stoi Józefa Kawałek, ale dla tej duszy, to jak niedopałek, bo nie wie, czy małą Józią kiedyś była, czy może mogiła kawał Józka skryła, bo zmarł w Ameryce i tu pochowali, kawałek całości, co stamtąd przysłali. Palić czy nie palić nie ma odpowiedzi, a kto tę bajdurkę bardzo dobrze śledzi, to palnie się w czoło i się zastanowi, po co no i na co, płeć jakaś duchowi.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 23.10.2016, 05:25

Memu sercu miła w melancholii cisza,
myśli me negatyw, a serce to klisza.
Palce zaś pozytyw w fotografii dają,
one całą prawdę sobą przedstawiają.

  • Autor: spoko Zgłoś Dodany: 20.05.2016, 15:10

Strasznie dużo melancholii w twej twórczości,
może dla odmiany uśmiech w niej zagości?

 

Przykładowe wiersze użytkownika [zobacz wszystkie]