Literacka zbrodnia

Przed laty, popełniłem literacką zbrodnię
Krocząc fraszkami Sztaudyngera zsunąłem jej spodnie
A ona jak to ona prawie zawsze święta
Nie chcąc na to patrzeć spuściła oczęta.
Kto śpi, nie grzeszy, więc święta osobo
Miej oczy zamknięte gdy będę spał z tobą.
***
Dla pewności chcąc zmniejszyć siłę tego grzechu
Przytuliłem się do niej w ogromnym pośpiechu
Do dziś mam satysfakcję, bo oto moja miła
Pierwszych swych uniesień ode mnie się uczyła
Cóż przy niej Mozart, cóż przy niej Bach
Gdy słodko kwiliła - och i ach
***
Kiedyś raz szepnęła, chcę zginąć z miłości
Poszedłem więc na całość, byłem bez litości
I długo, niezależnie wieczór, noc czy ranek
Lubiła być ofiarą miłosnych niespodzianek.
Nie dało się jej ocalić, bo to takie Jagnie
Że gdy raz wilka zwęszy to go wabi i pragnie
***
Więc apel do wszystkich - proście, a będzie wam dane
Kobiety i ich wzgórki chcą być zdobywane
Nawet przysłowie mówi w każdym piecu diabeł pali
Nie będziemy, więc mu przeszkadzali
Ach, gdyby nie ta pamięć, jak płyta przeklęta
Po każdym takim akcie znów byłaby święta.

Ps. Miłość to stan uniesienia.
Najpierw unosi Cię szczęście, a później cholera!

Autor Jan Dobrzyjałowski

Autor: jandob.eduszkolenia@wp.pl Kategoria: Śmieszne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Świetny wiersz,czytam z przyjemnością
i uśmiechem od ucha do ucha .
Piąteczka dla Ciebie*****. Pozdrawiam.

  • Autor: krysta Zgłoś Dodany: 10.11.2017, 22:45

:)

  • Autor: acha Zgłoś Dodany: 10.11.2017, 21:56

Wierszyk ładny, uśmiechnięty
Lecz w końcówce swej zwichnięty