Ziemia dla Norwida

Ziemia niech zapłacze, co niegdyś go nosiła,
A którą ściskam w garści dziś wygnańca.
Niech przyjmie mnie państwo pod stopą pielgrzyma,
Słowa utkane niczym paciorki różańca.
I choć tak daleko jestem od jego mogiły,
To słyszę - jakby same Muzy kwiliły!

Na nic i bogiń łzy, i łzy człowiecze,
Oto jest ziemia, oto proch pozostał;
Wspomnienie mętne trzeci wiek się wlecze,
Oddaje niewiele - tyle ile los dał.
Więc - że nie spojrzę na jego marmury
Stanę na szczycie i zażądam chmury!

Nie, moja droga nie wiedzie do Francji,
Bo wyboista jest - to droga słowa
Ze źródeł gniewu, a nie z emigracji...
Na dworzec! Na koń! I - do Krakowa!
Bo jeśli ukochać mam historię naszą,
To ze stolicy, gdzie legendy straszą.

Unieś mnie tam! O, pędzący wietrze!
Tam, gdzie królowie pod kamieni strażą!
Żebym nadwiślańskim odetchnął powietrzem
I wszedł w krypty, gdzie turyści włażą.
Bym spojrzał na nich - chłopiec pełen pychy,
Bym wspomniał kiedyś szum sławy, grób cichy...

Wspominać ich groby - ach, kimże jestem?
Dziś grudy ziemi ściskam, jutro kamień...
Ten chłód historii przeszywa mnie dreszczem;
Strach, że kiedyś tak znowu się stanie,
Że ziemia, co ją zaciskam w pięści -
Nade mną będzie, gdy los się zemści.

Na paryskim cmentarzu słowa bym nie szepnął,
Tylko niemo oglądał biedaków granity.
A duchy, co byłyby tam niewątpliwie ze mną
W duszy wznieciłyby płacz jadowity;
Płacz ten bym stokroć układał w wersy:
Żem ja nie ostatni i że nie pierwszy.

Patrząc na cmentarz - co mógłbym powiedzieć?
Co przywieść prócz zdjęcia i ciężkiego serca?
Oznajmić, że martwi uczą nas jak widzieć?
Że względem ich marzeń jestem jak bluźnierca?
Próżno pytać! - a jednak mi dusza wyśniła,
Że oto przede mną - Norwida mogiła.

Cyprianie! Ty jako ostatni z moich bogów
Zostałeś, samotny, w prawie obcej ziemi.
Razem z ziemi prochem - Twoich prochów
Szukam, czy nie ma ich między Polskimi
Głazami, drzewami - a tak pełen strachu,
Żeś jednak wrócił duchem - do Eufratu.

Ach! Gdybym stanął na Montmorency,
Jak śmiałbym spojrzeć, żyjący w dostatku!
Jak miałbym oddać Ci należnej czci;
Czego spodziewałbyś się po dziewiętnastolatku?
Stałbym - jak słup, albo jak sztacheta
I nigdy byś nie pomyślał - poeta.

Nie, nie mnie patrzeć na Twoje granity,
Nie mnie tu duchów głosem przemawiać!
Lecz wkroczyć w przyszłość, czas znakomity,
Sny kolejne o rzeczywistości układać!
Więc skoro nie wierzę, że przeszłość nas zbawi
Odchodzę - ten, co zapomnieć nie potrafi...

https://soundcloud.com/bartek-kumor/ziemia-dla-norwida

Autor: Zefir Kategoria: Okazjonalne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Przeczytała z chwilą zadumy..dziś taki dzień..Wiersz bardzo wpadł mi do serca..Pozdrawiam..