Uwięziony

Jestem z pozoru wolnym w dążeniu,
tak naprawdę zamkniętym w więzieniu.
Nie ma tam krat, ani okien, nawet ścian,
niezmienny jest to mojej świadomości stan.
Zewsząd otacza mnie niezmierzona pustka,
pozbawiona jakiegokolwiek blasku pierwiastka.

Z martwej ciszy wypełzają kaci mojej duszy,
sponiewierana nadzieja w posadach się kruszy.
Wiedzą jak resztki woli walki osłabić,
szydzą, zadają ból, ale nie chcą zabić.
Mają nade mną władzę, ja nie mam broni,
żadna siła mnie przed nimi nie ochroni.

Czuję ich oddech na swoim ramieniu,
godzę się na wszystko w milczeniu.
Wokół mojej szyi zaciskają się dłonie,
krew powoli spływa na poranione skronie.
Duszę się, ból wykrzywia okrutnie usta,
w krzyku niemym tonie przestrzeń pusta.

Jestem tam sam, tak nieludzko sam,
w swym człowieczeństwie nadal trwam.
Nie chcę się stać bestią bez sumienia,
ale już nawet nikt nie woła mojego imienia.
Tak bardzo to boli, tak bardzo się boje,
ale najbardziej zabija mnie milczenie twoje.

12 IX 2013

Autor: webcia Kategoria: Różne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.