Cierpiąc i umierając

Mojego bólu nie da się opisać,
to trzeba poczuć by zrozumieć.
Jak każdej godziny, każdego dnia
walczysz ze swoimi demonami.
Krzyczysz ale nikt cię nie słyszy,
błagasz o litość, o przebaczenie.

Twoje ciało jeszcze żyje, oddycha,
ale umysł już w agonii się wije.
Brak Ci słów, gardło żalem ściśnięte,
w niemej rozpaczy powoli giniesz.
Łzy goryczy same z oczu płyną,
resztkami sił uśmiech wymuszasz.

W myślach zaplatasz ostatnią pętle,
wypychasz krzesło spod nóg.
Stajesz na krawędzi dachu,
jak ptak z podciętymi skrzydłami,
spadasz w objęcia kostuchy.
Zimna stal na twoim przegubie,
to ona ma cię wyzwolić?

Ja chce jeszcze żyć, chce walczyć
bo to nie może się tak skończyć.
Za szybko, za łatwo, za prosto,
gdy nie czujesz już nic.
Ale ile jeszcze dam radę,
wzbraniać się od tego.
Bo gdy umrze nadzieja,
śmierć to tylko formalność.

29 IX 2013

Autor: webcia Kategoria: Różne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.