Baranek

Tak bardzo niewinny, tak strasznie łagodny,
a jednak w swoich słowach okrutnie niewygodny.

Za myśli, gesty, czyny – cierpiał męki srogie,
bo wiedział, że tak trzeba – to da łaski zdroje.

I tak Go zabijali – Baranka niewinnego,
który krew swą przelał dla zbawienia mego.

Bym ja – grzesznik mały, co w ławce cicho siedzę,
mógł dzięki Jego męce zbawić chociaż siebie.

Za tę śmierć, co mi życie stale przywraca,
dziękuję Ci Baranku – tyś dla mnie jest jak Tata.

Ten Ojciec kochający, co ciągle w niebie siedzi,
i drogi me prostuje, gdy skręcam prosto w śmieci.

Bo świat dziś mnie pożera i wabi swym zapachem,
a ja – jak odurzony pędzę za tym kwiatem.

Kwiatem co poprzez korzeń zamiast czystą wodę,
czerpie w obfitości gęstą, ciemną, smołę.

O spraw, bym nią nie przesiąkł! O oczyść mnie Baranku!
Swą krwią, która zbawia i obmywa o poranku…

Autor: Karol M Kategoria: Religijne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Głębia wiary...