Mówią mi Werter



Wieczne bez celu spacery,
Na kartcę duszy rysowane kiery;
Nocne, wśród gwiazd z Księżycem szeptanie
Nad ranem, wraz z rosą - - zasypianie
Złudnymi prośbami rysowane malowidła
Pań, które rychło odejdą jak widma
I znów samotne robienie pętel
Tam, skąd pochodzę - mówią na mnie Werter

W klinczu z losem - amatorscy bokserzy,
Obijamy żebra, póki jeden nie leży
Na ziemi; triumf zacny, prawda Boże?
Ręce ku górze, lecz serce nie może
Poddać się fali, by czcić viktorię
Chciałbym raz wygrać, nim upaść zdążę
Lecz teraz w ciszy, grubych robienie pętel
Tam, skąd przyszedłem - mówią na mnie Werter

Mówi, że ma dość... że mam tajemnice,
Których nie chcę wyjawić; odwróciwszy lice
Zastygam w milczeniu... nie ona jedna
Nie pojmuje z czym walczę, a z czym jednam
I choć poszedłbym za nią - do samego piekła
Na ziemi ma dusza w jej oczach poległa
Weź ode mnie łańcuch, skwierczący płaczem
I zaprowadź tam, gdzie mnie nazwą inaczej

Autor: Werter_X Kategoria: Różne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Trzeba siebie mieć aby komuś siebie dać