Nowy, stary król

U bram swej duszy stanąłem bezradnie.
Ledwie stoję, obficie krwawię.
Z serca, rany zadanej strzałą Amora.
Czuję jak zwyczajnie ulatuję w niebyt,
jak zwyczajnie konam.
Zrywam pieczęć ostatnią, pewnym ruchem ręki.
'Przyjdź, nieboska siło! Skróć moje męki.'
Brama rozwarła się,
podmuchem wytrącając piekielne ostrze z drżącej ręki.
Zsunął się płaszcz z czarnych piór,
spadła korona z wilczych kłów.
Na kolana upadłem,
otoczony postaciami osnutymi gęstą mgłą.
Zruszyły się do lotu kruki,
wilków skowyt rozdarł niebo.
Moje serce, jakby z lodu było, pękło.

Otworzyłem oczy. Błękitną krew poczułem,
tętniącą w żyłach.
'Witaj!' - mówisz - 'Nadeszła godzina'.
Wtem, po prostu znikasz,
zostawiając w pamięci jedynie uśmiech,
ledwie widoczny spod kaptura.
Ciemny lesie, godnie przywitaj nowego,
starego króla.

Autor: SzaryKruk Kategoria: Różne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Cudny