Kruchość

Oddychać mi przyszło mgłą,
która wiła nad ranem białe dywany.
Karmić musiałam się nocą,
co w koszach swych niosła tylko zepsute jabłka.

Kochać trzeba było ciałem,
co twarde jak kora nic nie czuło.
Najprościej byłoby zakopać się pod ziemią
jak pędrak chrabąszcza
i tam przezimować resztę marnego życia.

Lecz było w tej miernocie coś nazbyt pięknego,
pociągającego, coś nad czym
przystanąć mogła tylko moja dusza.
Karmiona zepsutym mlekiem matki od pierwszych chwil.



Autor: Adelajda Kategoria: Różne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.