Miłość bez ogródek

Żar w Jej oczach łatwo dostrzegam
Pragnie seksu, choć wciąż się na Nią gniewam
Rozpalona staje naga przede mną, na swe piersi kładzie moje dłonie
Podnieca mnie nieziemsko, myślę teraz tylko o Jej łonie

"Przepraszam" - szepcze mi do ucha
Po czym dotyka ręką mego brzucha
Schodzi niżej, mój penis już się tam nie mieści
Wyjmuje go ze spodni i zaczyna pieścić

Jest w tym cudowna, zaczynam "odpływać"
Lecz nim dochodzę, to nagle przerywa
"Daj mi trochę rozkoszy" - prosi mnie błagalnie
Dwa razy nie musi powtarzać, reaguję momentalnie

Pieszczę Jej piersi, całuję usta, uszy muskam wargami
Schodzę niżej zatrzymując się pomiędzy nogami
Poznaję zapach, smak Jej słodyczy
Dociska moją głowę do siebie i coraz głośniej krzyczy

Zabieram Ją z łóżka, stajemy przy ścianie
Wydaję rozkazy i słyszę "dobrze, Kochanie"
Wchodzę od tyłu, to ja dominuję
Wtem Ona ponownie prędko szczytuje

Po chwili się obraca i przede mną klęka
W ten sposób lubi się odwdzięczać
Wkłada go do swych pięknych ust
Za chwilę pełna rozkosz, obfity spust

Po wszystkim kładziemy się wspólnie do łóżka
Tuli się w me ramiona, ja po pośladkach Ją muskam
Namiętny pocałunek pragnę Jej dać
Zmęczeni, acz szczęśliwi, idziemy spać.

Z myślą o M. ❤️

Autor: Tomala Kategoria: Erotyki

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.