Mówisz, że Twoje demony poszły na urlop?

Moje nigdy nie śpią.
Nie mam czasu ani chwili wytchnienia,
Bo ciągle tu są.
Jedyne i mi najwierniejsze,
Przeszkadzają zawsze i teraz właśnie
Wciskają drugi biegun między te wiersze.
Czy umiem jeszcze pisać?
Oddychać? Żyć bez nich?
Marzę, żeby się odciąć,
Wydać na bzdury resztę pensji
I po raz pierwszy/ostatni zasmakować kreski.
Kresek?
Zapić Baileys i spróbować nareszcie pofrunąć;
Nie bać się, nie zatrzymywać przez te ramy,
W które bez przerwy ktoś chce mnie wepchnąć
I runąć.
Na beton, na szkło, na deszcz.
Na moje myśli.
Klnę bez przerwy.
I moje nerwy tak potargane,
Że widzę je we śnie.
Nie słucham, nie ufam;
Nikomu, mimo że wtedy przez chwilę jest mi lżej.
Chciałabym widzieć Twoją wierność, miłość, oddanie,
Ale miotam się.
I nie potrafię zrozumieć, przestać
Myśleć, że nie wiem, czego tak naprawdę chcę.
A demony zbierają się
Nade mną. Otaczają ciemnią.
Czerwona lampka alarmu się świeci,
Czy mnie życie wywoła? Nie wiem.
A czas leci i demony krążą
- pewnie chcą nowy grafik.

Autor: Gladys Kategoria: Różne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.