Szejk



Opustoszały moje ulice.
Nadchodzi zmierzch.

Przechadzam się samotnie,
szukając wspomnień.
Chciałbym je ożywić
i sprawić by stały się możliwe.

Tak się nie da.

Za rogiem spotykam młodą niewiastę.
Nie wiem dlaczego, ale poczułem coś,
o czym przed chwilą rozprawiałem
w swoich myślach.

Kilka zdań. Zwykłe tematy.
Ciepło.
To więcej niż przypadkowa
znajomość, w szarzyźnie zmierzchu.
Wymiana numerów.
Wiem, że zadzwonię.

Wiem też, że nie będę biegł
przez rozbite szkło.
A moje nadzieje skurczyły się,
do słuchawki i szejka w zatłoczonej kafejce.

Widziałem zbyt wiele poranionych
aksamitnych stóp…


Autor: rafsp69 Kategoria: Bajki

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Nie zawsze szkło skaleczy..

strach ma wielkie oczy

  • Autor: Akacja Zgłoś Dodany: 02.09.2018, 22:16