Wskazuję jak niemy ręką na rój ptactwa w locie

Gdzieś w pięknym miejscu

Przysiadłem obok ciebie na zwalonej kłodzie
Gdzie ty na mnie w słońcu czekałaś
Zwabiony tobą i magią szumiącego jeziora
Gestem ręki prosisz, cudownie na mnie spojrzałaś

Wiatr szelma pięści tafle marszcząc mu lustro
W zaroślach świergot ptaków godowa ostoja
W ciebie wpatrzony, wokoło cisza pusto
Przyroda, twoja sukienka mnie pięknym przygniata

Jezioro do nas tkliwie przemawia swoim pluskiem
rozpościera swe wody, gładząc żółty piach
ty przychylasz się, jezioro twoim lustrem
niebo, ten odwieczny namiot nam jest obu rad

Przytulają się giętkie szyje łabędzie ku sobie
natura zbyt piękna bym słowa wymawiał w sobie
Wskazuję jak niemy ręką na rój ptactwa w locie
Dotykam serca, wzdycham miłośnie ku tobie

Siedzimy obok przytuleni na zwalonej kłodzie
Wiatr cicho szeleści muskając nas oboje w objęciu
Spoglądamy na siebie, jakże nasze oczy młode
Jezioro, zapach tataraku, wody toń my w zaklęciu

Zwalona kłoda naszym klęcznikiem przed natury ołtarzem .
Nie wymawiamy słów, Bóg nas dobrym darzy

Autor:slonzok
Bolesław Zaja

Autor: slonzok Kategoria: Miłosne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Pięknie pozytywnie z wiarą...