Poniedziałek

Poniedziałek 6:30
Budzik przypomina mi o życiu
Wstaję, kąpię się i zaparzam kawę
Nienawidzę jej gorzkiego smaku

Stoję przemoczony na przystanku
Za 10 minut znów przyjedzie przepełniony
Autobus pamiętający ubiegły wiek
Płacę 7,50 i pcham się na sam koniec

I znów o godzinie 8:30 zniknę ze swojego życia
Siedząc w ciasnej komórce
Nie widzę przez 12 godzin słońca
Zagłębiam się w morze liczb

Jeszcze godzina do przyjazdu tego rzęchu
Kupuję w pobliskiej piekarni drożdżówkę
Ten sam obrzydliwy, mdły smak
Ale to jedyna piekarnia w okolicy

22:00 jestem w domu
Na szybko robię kanapki ze starym serem
Zmęczenie maskuje jego nieświeży smak
Nie mam czasu kupić nic lepszego

O 23:30 tak jak zawsze kładę sie do łóżka
Zamykam oczy i natychmiast zasypiam
Nie mam nawet czasu pomyśleć o życiu
Może to i dobrze i tak nie ma o czym

Wtorek 6:30
Kolejny dzień
Ta sama gorzka kawa
Ta sama mdła drożdżówka
To samo bezwartościowe życie

Autor: Paszkwil Kategoria: Różne

 

Oceń wiersz

 

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.