Azyl

Lubię zapomnieć o rzeczach doczesnych
Myślą sięgnąć dalej w fantazji odmęty
I już nie mierzyć sekund, minut biegu
Pragnienia wydobyć spod lodu i śniegu

W sekundzie spełnić każde swoje życie
Do którego tęsknie, które sobie wyśnię
Horyzonty zawsze są na wpół uśpione
W promienie zachodu oczy me utkwione

W mgnieniu oka mogę budować i tworzyć
Wizje kolorować a później je mnożyć
Z chmur szczyty na gołej stawiam ziemi
Niegroźne im wiatry czy też oddech cieni

Świat mój granic, wtedy nie ma wcale
Doczesność rzucam w czasu zimne fale
A sam zamieram w sekundzie istnienia
Choć lata płyną, myślą je wypełniam

Historii zmieniam znane dobrze dzieje
Na własną modłę na własne widzenie
Ostrość obrazów bije z moich oczu
Miłość rozkwita przed i tuż po zmroku

Nicości pejzaż zmieniam w życia potok
Słońce i księżyc niczym czyste złoto
Niebo nad wyraz w przesyceniu barw
Ostatnie miejsce gdzie doskonały świat

Tam ostatni azyl wśród rozmyślań chmur
Dla spokoju duszy myśli wiodę tam
By móc z ramion szarości strzepnąć kurz
I być tym, kim z pewnością nie będę nigdy już

Lecz świat ten nie leczy wiecznie mnie
Muszę powrócić w rzeczywiste dni
Bo tylko wtedy świat ten jest coś wart
Gdy z tym prawdziwym zetknie brzegi warg

Oceń wiersz

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


też często zamykam się w swoim prywatnym świecie, gdzie wszystko wygląda tak jak chcę... ale ten powrót do rzeczywistości czasami boli.