Tam gdzie życie ma sens

Gorący czerwiec z siana zapachem
Witał mnie pod Rodzinnym Dachem
Witał mnie słońcem, witał zielenią
I lasu szumem, wolną przestrzenią

I często teraz gdy zachód słońca
Patrzyłbym w niebo, patrzył bez końca
W niebo nad łąką, w niebo szczęśliwe
W te krajobrazy tak barwne, żywe

Tam choć jest cisza, życie pulsuje
Nawet gdy zima w lud rzeki skuje
I gdy deszcz pada, lub jest wichura
Nie jest pogoda tam tak ponura

W Warszawie lato gaśnie przy tamtej zimie
Bo wolność nosi tam prawdziwe imię
Bo tam jej dużo, tu jej brakuje
Każdy jak tlenu jej potrzebuje

Tam czerń jest czernią i biel jest bielą
Tam ciepłem w Domu wszyscy się dzielą
Tam swoje myśli mówię swobodnie
I życie spędza się w domu godnie

Dni dziesięć, ale jakże odmiennie
Niż te zajęcia nudne, codzienne
Bo zawsze widzę sens pracy w Domu
Wiem że potrzebna zawsze jest komuś

Bo Dom to wielki zew co nas woła
Nic jego głosu ściszyć nie zdoła
Nic mnie na chwilę tu nie zatrzyma
Gdy tylko jesień minie i zima

Warszawa

Oceń wiersz

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.