widok z okna

Przed sobą widzę horyzont zdarzeń
Przesłonięty przez gałęzie przeciwności
Tam ludzie kochają i są zdradzani
Upadają w biegu by powstać na nowo
Jeden umiera lecz rodzi się tysiąc
Z toposem marzeń...

Widzę ich dramaty codzienne
Ciężkie serca i lekkie myślenie
Ich miny i gesty zaklęte w powietrzu
Niewyobrażalny strach co stanie się śmiechem
I wczorajszy śmiech co od początku był zdradą

Kochają, zdradzają, śmieją się i płaczą
Tęsknią, odchodzą i znów powracają
Stoją, tuptają, biegną i leżą
Rodzą się, żyją i w końcu umierają...

Ich dziś ogranicza się do spłaty kredytu
Jutro do wycieczki córki nad morze
Wczoraj zamyka się w żalu za maturą
A z powodów miłości modlą się nienawiścią...

Oceń wiersz

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.