Bezsenność
Szukałem szeptu, dotyku Twego, iskry miłości.
W świetle pranka.. W zachodzie słońca..
W zapachu wiosny.. W letniej burzy..
W jesiennym złocie.. W gwiezdnym blasku..
Dotarłem do bieguna ostatecznej samotności,
I choć ciemność straszna, chciwie me serce wyrwać chciała,
Ja się nie uląkłem, nadziei nie straciłem.
We wschodnim wietrze, w aurze świętości ujrzałem serce Twe.
Znalazłem..
Pragnąłem jego ciepła, czułości wielkiej,
Lecz w chwili najwyższego uniesienia,
Będąc już blisko Nirwany,
Ujrzałem cień okrutny i upadłem.
Mgła gęsta ogarnęła me spojrzenie,
Ohydny chłód wbił szpony w mą pierś, połamał kości.
Nadziejo, Matko moja. Szaleńcem i głupcem jest syn Twój.
Zbudź mnie prędko! Nie pozwól więcej śnić.
Oceń wiersz
Komentarze
Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.
ładny :)
- Autor: tuttiDodany: 02.02.2012, 22:02
Ciekawy wiersz, polecam mój nowy blog poetycki ;)
http://kolpoem.blogspot.com/
- Autor: KolDodany: 02.02.2012, 22:02






