Luty, depresja i co było potem

Jednak za zimny ten dzień,
Zbyt przeraźliwa słoneczność.
Ból głowy - nieznośny cień
I jakaś stąd niedorzeczność.

To jakaś okrutna kpina.
Rodzi się w głowie obsesja.
Zaraz też znów się zaczyna
Stara znajoma - depresja.

Właśnie już wtulić się miałem
W nią, opatulić troskliwie.
Przez szare okno wyjrzałem:
Skwer szary, mróz dokuczliwy…

Lecz gdzieś tam, w dole szmer, stuki,
I jeszcze coś zaszemrało.
Nie mogłem dostrzec na bruku,
Choć coś wyraźnie się działo.

Wychylam się niebezpiecznie:
Tam - istny cyrk na fajerkach.
Garść zeschłych liści pociesznie
Pląsa za torbą po cukierkach.

Teraz ona za nimi pędzi,
Trochę koślawo lecz z wdziękiem.
Skwer szary, a ubaw wszędzie,
Gdy kumpli ściga panienka.

Jakże nie parsknąć tu śmiechem,
Depresji w kosmatą gębę.
Gdy, w mrozie, wietrzyk z uciechą
Stroi mi żart na potęgę.

Oceń wiersz

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. Serdecznie pozdrawiam wszystkich :-)

Cieszyć się swawolami wietrzyka na skwerku i jeszcze tak pięknie o tym pisać...gratuluję , " lekarstwo " na depresję przez Ciebie tu opisane zastosuję.

Tak, parsknąć śmiechem, nie dać się jej! Ale tu u Ciebie cieplutko...

  • Autor: lukasz83Dodany: 08.02.2012, 10:24

:)

  • Autor: AkacjaDodany: 06.02.2012, 03:51

O, VeraIkon!
mi tu wynika,
że ten Twój jęk
to dla mnie boski dźwięk ;-)

P.S. Wszystkim też dziękuję bardzo,
gdy mym wierszem nie pogardzą ;-)

:)

Racja, tzreba jej się smiać w twarz :-)

  • Autor: bjedryszDodany: 05.02.2012, 21:24

Boskieee!

  • Autor: VeraIkonDodany: 05.02.2012, 16:19

bardzo cieplutki w ten mróz