"Szczyt hipokryzji"

Czasami tak jest, ze nic nie ma znaczenia,
Nawet marzenia wyryte na sercu wyblakły,
Uciekam do konta egzystencjalnego niezrozumienia,
Poszukując odpowiedzi, czyli najstraszliwszej prawdy.
Piękne kłamstwo nigdy mnie nie uwiodło,
Lecz pewności mieć nie mogę, nie znam końca tej historii,
Moje życie pod wpływem pesymizmu, poważnie podmokło,
Mimo to nadzieja, ciągle murem za mną stoi.
Ona jedyna, nie odeszła nawet na chwile,
Ciągle trzyma mnie brutalnie za włosy,
Szepcze do ucha że jestem kretynem,
Kiedy myślę ze każde me słowo nic nie wnosi.
Prawda jest taka, że ciężko mi będzie żyć,
Z takim piętnem nałogu wylewania żali,
Nie mam zamiaru w serce pogardą się bić,
By udowodnić ze to nie tylko organ, ale dusza ze stali,
Nadzieja, moja ukochana, i zdradziecka kurwa, niepewność,
Która zatruwa mój płytki umysł, chce mnie zniszczyć,
Kiedy w końcu powiem sobie, dość.
I wybiorę prostszą drogę? Chyba nigdy.
Nie chce mieć normalnego życia,
Ja kocham brak odpowiedzi, i multum ciężkich decyzji,
Nareszcie wniosek, prawdziwy, i nie do ukrycia,
Ale raczej nie pocieszy, bo me życie, jest szczytem hipokryzji.

Oceń wiersz

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.