Zgubiłem almanach

znowu zgubiłem almanach
aż wszystko przestało działać
mój złoty klucz do bram wiedzy
z serca wyrwany gdzieś leży

zgubiłem tenże almanach
w prastarych uczonych chramach
go dotarłem do bramy już
uciekłem jak ostatni tchórz

biegnąc co sił pełen strachu
traciłem resztki almanachu
jestem tylko strzępem ciała
nadzieja lękiem zabrana

nie wiem ile dni i nocy
błądząc szukałem pomocy
bez daru siebie samego
rzucony otchłanią złego

lud skrybów mądrości dzieła
zazdrość niezdrowa płonęła
czytałem zachłannie słowa
życie okrywa choroba

ciemność czarna niczym magia
ogarnia fałszywie zwabia
almanach zamknięty szyfrem
dusza zamknięta tak chytrze

niemy spotyka niemego
bezdomny zaś bezdomnego
ja spotykam chyba kowala
precyzja udoskonala

czy znalazłem mój almanach
w bibliotecznych cichych salach
może być on również wszędzie
szukałem na andromedzie

Oceń wiersz

Komentarze

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz się zarejestrować.


Ciekawe ;-) Co było w tym almanachu ? Musiał być ważny...
Pozdrawiam

  • Autor: kepajDodany: 25.01.2011, 14:49